O mnie

Cześć!!!

Nazywam się Monika Kurdej. Mam osobistą obsesję na punkcie szczupłej sylwetki, którą zamieniłam na zawód: pomagam kobietom czuć się dobrze i pięknie wyglądać. Jestem psychodietetykiem.

Prywatnie, jestem żoną Grzegorza i mamą Ryszarda i Dominika. Hoduję też cudownego Cavaliera, Quanto. Planowałam bywać z nim na wystawach, ale rozmyśliłam się, gdy pojawiłam się tam pierwszy raz. Wyczesane i wyperfumowane psy to nie jest to, co obydwoje lubimy. Wolimy biegać razem po lesie i wyfaflunić się w błocie i innych śmieciach. To dzięki mojemu psu wprawiłam się w bieganie, bo – przyznam się Wam – nie za bardzo to lubię. Wiem, że to najlepszy sposób na spalanie tłuszczu tam, gdzie go nie chcę mieć, ale… rety… to jest potężny wysiłek. Fizyczny i mentalny. Jeśli kiedykolwiek przyszło Ci do głowy, że coś z Tobą nie tak, bo nie dajesz rady biegać… spokojnie… to naprawdę ciężka praca. Warto dobrze się do tego przygotować. Zapytaj mnie jak to zrobić, żeby było prościej:)

Lubię też gotować, a w szczególności lubię eksperymenty w kuchni. Nie jestem super-kucharką, ale umiem zamienić gorszy tłuszcz na lepszy, pozbyć się z diety węglowodanów, ugotować na parze i wydobyć ciekawe smaki z tradycyjnych potraw. Jeśli masz kłopoty z gotowaniem, masz dość tego nudnego kurczaka, nie wierzysz w kupne mięso i w etykietowane wędliny – serdecznie Cię zapraszam do kontaktu. Jestem pewna, że mogę Ci pomóc:) A na tym blogu proponuję Ci sprawdzone przepisy na  Twoją własną”dietę pudełkową”, czyli na dania do zabrania, które przyrządzisz przy okazji. Dokładnie tak, jak ja to robię. Znajdziesz tutaj też fit-słodycze. Bo jestem też mamą – a mamy kochają rozpieszczać swoje dzieci:D Na fotografii poniżej sezamki domowej roboty. Przepis znajdziesz w dziale: SZYBKIE GOTOWANIE, bo sezamki nadają się, żeby zabrać je do pudełka. Są mega odżywcze. Uwielbiam je szczególnie w dni treningowe.

Piszę tego bloga z dwóch istotnych powodów. Pierwszy z nich to potrzeba ekspresji twórczej. Umiem pisać i kocham pisać. Piszę o wszystkim, ale w szczególności zależy mi na „zamrożeniu” siebie i swojej wiedzy. Gdy zaglądam do starych wpisów to … ojej, to robi wrażenie, gdy widzę, jak się zmieniłam. Jednakowoż liczę, że to, co ważne dla mnie znajduje też zrozumienie na zewnątrz i że mój blog staje się dla ludzi czymś w rodzaju przewodnika albo źródłem inspiracji. O tym właśnie marzę. Żeby pod wpisami pojawiły się liczne komentarze, a moją skrzynkę zarzuciły listy uwielbienia od moich fanów:) Na razie jednak dostaję głównie listy od pacjentów, którzy odnajdują mnie dzięki profilowi na portalu Znanylekarz.pl i pytają, ile piwa mogą dziennie wypić, żeby nie zmarnować roboty, którą wykonali w odchudzaniu:D Cóż, każdy ma tyle, ile uniesie:D

Pewnie zastanawiasz się, czy ćwiczę. A i owszem. Trenuję w domu. W przyszłości będę mieć dla Ciebie propozycję wspólnych treningów. Kocham kettle, więc właśnie je będę wykorzystywała. Zajmują niewiele miejsca i można zrobić z nimi cuda. Niemniej, pamiętaj, nie o akcesoria treningowe chodzi, ale o prawdziwe ćwiczenie. A ćwiczenie zaczyna się w  głowie. Ostatecznie zawsze możesz powiedzieć: pie…ę – nie robię. Cała sztuka więc w tym, aby pokonać tego wewnętrznego buntownika, którego każdy ma. A jeszcze lepiej dać mu robotę w obszarze, który będzie bardziej wspierający dla Ciebie. Wyobraź sobie, że za każdym razem, gdy wybierasz w restauracji jedzenie Twój wewnętrzny buntownik się odzywa i mówi: „nie, tego nie bierz, to Ci się nie przysłuży” albo „o, to, to, to… to ma bardzo dobry skład, choć wcale tak nie wygląda”. Tak, właśnie takimi wewnętrznymi programami będziemy się razem zajmować – jeśli się zdecydujesz, że właśnie tej formy poszukujesz:D

Ale ćwiczyć też musisz:D A trening musi być przemyślany, żebyś miała rezultaty. Spotkałam wiele kobiet, które myślą, że od machania rączkami i nóżkami zmienia się sylwetka. Moim zadaniem jest więc przekonać Cię, że nie. Że zupełnie o inny rodzaj pracy chodzi. W moim podejściu też nie musisz mieć piłki, maty czy butów. W moim podejściu masz po prostu zacząć. I właśnie po to się spotykamy – żebyś stworzyła swój plan wystartowania. Nie od razu Kraków zbudowano, więc nie fiksuj się tym, że ktoś wygląda jak milion dolarów, a Ty nie. Ty jeszcze nie wyglądasz, jak milion dolarów, ale ja wierzę, że jesteś warta o wiele więcej. Inaczej nie zabierałabym się za robotę z Tobą:D

Inspirują mnie do ćwiczeń: Jagienka Kamińska, Katarzyna Wawrzyniak, Angelika Przybyłek, Mariusz Mróz, Christmas Abbott, (Ania Lewandowska i Ewa Chodakowska też:) Ale ćwiczę z Kamilem w Elite Zone i marzę o tym, żeby stworzyć kiedyś podobne studio. W mojej wizji wszystko jest już poukładane:) Potrzebuję TYLKO trochę nad tym popracować:)

Mam chory kręgosłup, ale nie przeszkadza mi to osiągać moich celów sportowych i na dokładkę regularnie je przekraczam. Moje ciało to lubi i odwdzięcza mi się dobrym zdrowiem i kondycją. Do tego też będę zachęcać Ciebie – jeśli się zdecydujesz na pracę ze mną. Gdy odkryjesz, co lubi Twoje ciało, będzie Ci łatwiej działać z korzyściami dla siebie. Mnie kręci osiągnięcie stanu bezwiekowości, czyli takiego stanu zdrowia i kondycji, by mieć prawdziwie fajne życie. Temu oddaję bardzo dużo swojej uwagi i wiedzy. I nie wymaga to sięgania po ciężkie kule armatnie, żeby nimi trenować. Dużą część mojej pracy zajmuje przekonywanie kobiet do ruchu, więc pilates, kije, spacery ze zwięrzętami także akceptuję:) Jeśli Ciebie to kręci to mnie też:) Ale i tak najszybsze rezultaty będziesz miała, jak mnie posłuchasz:)

A tak wyglądam, jak się umaluję i wystroję:) Tutaj na zdjęciu z mężem. Sylwester 2016/2017.

Pewnie chcesz teraz coś wiedzieć o tym, jak pracuję?

Otóż, jestem idealistką i pół zawodowego życia spędziłam szukając idealnej pracy, idealnego szefa, idealnych klientów. Nie znalazłam, więc lekkomyślnie zdecydowałam się na to, żeby samą siebie zatrudnić, jako własną szefową.

Nie uwierzysz, ale to było najgorsze doświadczenie mojego życia. Odkryłam, że … ideały nie istnieją, a przyczyną wszystkim moich kłopotów jestem ja sama. Potrzebowałam wyprostować wiele ścieżek i osobistych tematów, żeby zrozumieć, co w ogóle się dzieje w moim życiu.

Zakochałam się wtedy w coachingu, bo na własnej skórze doświadczyłam, jak potężne rezultaty przynosi ten rodzaj pracy. Wydałam ostatnie oszczędności, aby dobrze nauczyć się technik i narzędzi… i w końcu zaczęłam nazywać się profesjonalnym coachem. Nie miałam wtedy innego pomysłu na siebie, nie miałam żadnej specjalizacji, nie wiedziałam, że takiej potrzebuję, żeby odnieść sukces. Marzyłam o tym, żeby wspierać przedsiębiorców w rozwoju, ale w jaki sposób miałabym to robić? Tego nie dotyczyły te wszystkie drogie kursy, które wzięłam. Znowu okazało się, że się przestrzeliłam w tym swoim dążeniu do ideału. Na szczęście wiedziałam już, że głowę na karku to ja mam, i że jak będę z niej korzystała to nie zginę. Zostałam więc coachem – psychodietetykiem.

To było moje najbardziej skryte marzenie. Tak skryte, że sama siebie przez jakiś czas nie brałam poważnie w tej pracy. Znacie to przekonanie, że w pracy musi być ciężko i człowiek musi się narobić po pachy? No więc, gdy zajmuję się coachingiem, gdy wspieram kobiety w ich rozwoju, to wcale nie czuję, że pracuję. A na dokładkę miałam wtedy przekonanie, że być szczupłą osobą to bardzo trudne i że na pewno przytyję, bo przecież mam „geny Bąków” itd…

Sama już rozumiesz, naprawdę potrzebowałam solidnych doświadczeń życiowych, żeby się upewnić, że nie musi tak być, jak myślę. Że normalnym, ludzkim obowiązkiem jest mieć fajne życie. Że to jest fundament do realizowania kolejnych pomysłów, do pracy z ludźmi. Że dotyczy także mnie. I mam fajne życie, gdy czuję w nim lekkość, gdy mam czas na rzeczy najważniejsze: na spotkanie z mężem i z synami, na trening całego ciała, na wakacje, gdy tego potrzebuję, na pisanie książki, gdy tego chcę, na uczenie się itd. Narzędzia, techniki, wiedza – to konieczny element mojej pracy, ale jednak wtórny. Najważniejsze jest to kim jestem i co z tym robię. Dlatego szukam nowej nazwy dla swojego zawodu. Coach, nauczyciel, psychodietetyk, trener – to wszystko nazwy, które wprawiają mnie w osłupienie. Dlaczego niby nie mogę trenować z moimi Klientami, gdy pracuję z nimi coachingowo? Dlaczego mam nie móc z nimi gotować, gdy tego potrzebują, a zamówili wsparcie psychodietetyka? Dlaczego gdy robię wykład/warsztat mam nie rysować na flipie i nie opowiadać dowcipów? No naprawdę, nie nadaję się do żadnej szuflady, którą stwarzają te nazwy.

Jak więc pracuję? Dużo w rozmowie. Zadaję też prace domowe. Jest dla mnie – dla Twojego coacha – ważne, co robisz, nie to, co mówisz:) Pomagam Ci zauważyć schematy, w których działasz i tak je rozplątać, żebyś mogła stworzyć nowy schemat, bardziej sprzyjający Twojemu zdrowiu, samopoczuciu, dobrej sylwetce. Schematy są bardzo ważne, bo dzięki nim robisz – nie myślisz. To wysoki poziom zaawansowania, a dopóki myślisz o tym, co robisz, to jesteś zagrożona tym, że coś Ci się nie uda.

Uczę Cię też patrzeć na siebie po nowemu. Uczę Cię mówić „nie” temu, co Cię zatrzymuje albo spowalnia. Uczę Cię mówić „tak” możliwościom. Uczę Cię prosić o pomoc. Uczę Cię korzystać z pomocy. Pomagam Ci zrobić miejsce w Tobie i koło Ciebie dla Ciebie, na Twoje sprawy, na Twoje myśli, na Twoje marzenia. Pomagam Ci sięgać po Twoje talenty. Uczę Cię marzyć. Inspiruję Cię do porządkowania spraw, aby móc się nimi naprawdę zająć. Zachęcam Cię przede wszystkim do rozdzielania ich i zajmowania się każdą po kolei. Dzięki temu Twoja lista „to do” skraca się, a Ty uwalniasz ramiona od niezałatwionych spraw.  Prostujesz się. Przestaje Cię też boleć kręgosłup, kolana. Znika oponka wokół brzucha, a Ty umiesz już czerpać przyjemność z innych rzeczy – nie tylko z jedzenia. Oddychasz. Śmiejesz się. Rezygnujesz z kanapy.

Na zdjęciu z Ewą Łukasiewicz, podczas konferencji FLOW SHOW. Dużo mówiliśmy wtedy o powołaniu, pasji i tym czymś, co powoduje, że żyjemy w zgodzie ze sobą. To ładne zdjęcie i kluczowy moment w moich działaniach. Bo potrzebowałam wtedy dużo uporządkować, żeby wystąpić przed ludźmi. I zrobiłam to. Z sukcesem:)

Kim więc jestem zawodowo? Kobietą, która kocha inne kobiety i ma dość tego, że nie używają mózgu w swoim życiu:) Uczę Cię, jak możesz się dobrze o siebie troszczyć, jak możesz dobrze wyglądać i dobrze się czuć ze własnej skórze i w swoim ciele. Pomagam Ci wykorzystać Twój unikalny talent, twoje FLOW, do zbudowania fajnego życia. Chcę, żebyś czuła lekkość i swobodę, żebyś miała przestrzeń do bycia sobą, żebyś robiła to, co należy do Twoich talentów i nawet mogła się z tego utrzymać.

Aktualnie szukam nazwy dla swojego zawodu, więc może teraz nazywaj mnie po prostu inspirującą nauczycielką? Albo trochę śmieszniej: kołczynią? Asia, która zamówiła program ZASMAKUJ W ŻYCIU (a jakże) mówi na mnie ticzerka. Może być:D Ja, na swoje potrzeby, wymyśliłam swój pseudonim artystyczny „kołczyni de Qurdey”, bo to pozwala mi zrozumieć, jaki dystans dzieli mnie, autentycznie zaangażowaną w pracę z prawdziwymi ludźmi, od standardów, które „obowiązują” w branżuni:)

I jak Ci się to podoba?
Jeśli chcesz sprawdzić, czy możemy razem pracować napisz do mnie maila: monika.kurdej@zasmakujwzyciu.pl. Razem to sprawdzimy. Możesz też zadzwonić: 606 789 681

Ściskam Cię serdecznie,
Monika

 

WAŻNE LINKI
www.corporateBreath.eu – uczę pracowników i menedżerów inteligencji emocjonalnej oraz lepszego zarządzania sobą i swoimi osobistymi zasobami.
www.mniejszy-rozmiar.pl – prowadzę Gabinet Wspierania w Odchudzaniu. Pomagam zmęczonym i zapracowanym kobietom wyglądać i czuć się dobrze:D
Poradnik przeciw objadaniu się – pod tym linkiem znajdziesz poradnik.

Opt In Image

Bądź ze mną w kontakcie!

Zapisz się do newslettera, który wysyłam raz w tygodniu

Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych w celach marketingowych i handlowych, w tym otrzymywanie newslettera od "Zasmakuj w życiu"