Kobiety przed obiektyw, czyli moja sesja foto.

Ten artykuł długo czekał w kolejce… na napisanie. Nie, żeby był jakiś trudny. Nie, żeby był jakiś wymagający, ale… potrzebne mi były do niego zdjęcia.

A zdjęcia… zostały u fotografa, bo… nie mogłam się zdecydować, które wybrać.

Nie, nie…. wszystkie mi się podobały, ale wrażenie, jakie miałam oglądając te setki wypstrykanych przez Joannę Pawlikowską momentów było tak nowe i inne od wszystkiego, co znam do tej pory, że potrzebowałam naprawdę dużo czasu, żeby zrozumieć tę nową siebie.

I znowu nie dlatego, że źle wyszłam, ale dlatego, że wyszłam w ogóle. Wyszłam poza swoją strefę komfortu i …. bardzo dobrze się w niej poczułam.

Kto nie pasjonuje się psychologią – jak ja – to puka się w teraz czoło. Niemniej, wierzcie mi, bycie gwiazdą przez kilka godzin zostawia głęboki ślad w mentalności:D Można w tym popłynąć. Rozumiem już, czemu niektóre gwiazdy znane z TV są takie dziwne. Gdy całymi dniami zajmujesz się głównie tym, żeby BYĆ, bo resztę ogarniają za Ciebie ludzie – to naprawdę może przestawić Ci się w głowie. No i mnie coś takiego też się przydarzyło. Byłam w euforii, frunęłam przez kilka godzin w swoim życiu. Miałam cudowne ciuchy, które znalazła dla mnie Karolina Wieczorek, miałam wspaniały makijaż, który zrobiła dla mnie Katarzyna Konopa, miałam wspaniałe włosy, które wymyślił za mnie, oczywiście, Grzegorz Duży. A potem wróciłam do domu i miałam to, co zwykle: zakupy, gotowanie, sprzątanie po psie i kombinowanie, jak się ze wszystkim wyrobić, bo jestem przede wszystkim kobietą i nikt nie zwalnia mnie z żadnych obowiązków. Wiecie o co chodzi.

Dlaczego o tym piszę?

Bo nie zdawałam sobie sprawy, jak bardzo tęsknię za takim byciem w centrum. Po pierwsze, wyraźnie widzę, mam w charakterze „gwiazdorzenie”. Ta moja łatwość do nagrywania filmików, do prowadzenia spotkań z ludźmi, to nic innego, jak taka potrzeba występowania przed innymi, znajdowania się w centrum. Fajnie, że to ogarnęłam, jako część mojej pracy eksperta i mogłam się z tym konfrontować po mojemu. A co by było, gdybym miała nieprzeciętnego farta i w wieku 17 lat została modelką? No sodówka normalnie. I emerytura przed 30-tką. Oby z ułożonymi biznesami, bo branża modelingu jest bardzo kapryśna.

Tak, czy siak, do sesji foto warto się przygotować. A ja tego nie zrobiłam. Pierwsze zdjęcia były sztywne, a ja nie miałam na nie pomysłu. Kolejna sesja będzie pod tym względem sprawniejsza. Ale ostatecznie po to wynajęłam tylu ludzi, żeby mi pomogli, więc wyszło.

Co wyszło, zobaczcie niżej. Prawda, że pięknie?

Wszystko ogarniała Karolina Wieczorek. Od początku do końca i jestem jej bardzo wdzięczna. I sobie, że przyznałam się do tego, że są rzeczy, których nie umiem i nie ogarniam:D A zaczęło się od tego, że zadzwoniłam do Karo z płaczem: „Karo ratuj, bo ten internet jest okropny, ludzie tutaj podejmują ważne życiowe decyzje na podstawie zdjęcia… Muszę coś z tym zrobić, ale nie wiem, jak. Ja się zmieniam, gabinet się zmienia, a w ogóle to co zrobić, żeby mieć jedno zdjęcie, bo przecież, to jest na pewno bardzo drogie, i tylko gwiazdy mogą sobie na to pozwolić.. A te zdjęcia, co mam są dobre, to po co zmieniać…„. Wiecie o co chodzi, mnóstwo wątpliwości, a w tym wszystkim brak wiedzy o tym, jak to ogarnąć, od czego zacząć i jakiego rezultatu oczekiwać.

Ale Karolina ogarnęła. I jak zobaczyłam niedwno foty Mateusza Damięckiego, którego też przygotowywała do sesji, to byłam taka z niej dumna. I z siebie też. Że pozwoliłam Karolinie działać:) Że zaufałam. Że nie dyskutowałam, że fason nie taki, a kolor, a to, a śmo, a owo. Jak gwiazdorzyć to z klasą… A co:D

No i jeszcze jeden komentarz na zakończenie.

Dla każdej dziewczyny, która chciałaby, ale się boi. Albo nie daj boże nakręca się myśleniem, o sobie w takiej sesji.

Warto było. Gapię się na te swoje zdjęcia (w tajemnicy oczywiście) i myślę sobie „nooo!”.

Bo to jestem ja. W takiej … hmmm… jakby najlepszej wersji siebie. Tak mnie widzą ludzie, gdy mnie poznają. Taki mają właśnie „pierwszy raz” ze mną. I to jest fajne. To mnie osadza we mnie samej i w pracy, którą wykonuję. A to ważne, bo świadczę przecież usługę dla ludzi i nie ma co się dziwić, zależy mi na tym, żeby decydowali się na pracę właśnie ze mną, a nie z kimś innym. Warto być stabilną osobą, która panuje nad swoją rzeczywistością:D I foty pomagają nieco tę rzeczywistość okiełznać:D Są realnym dowodem na to, że TO już jest. Takie zatrzymanie chwili w miejscu jest bardzo ważne.

Po drugie, to moja mama też powiedziała: „nooo!”. I jeszcze: „wydrukuj to zdjęcie”. A wiecie, jakie są polskie mamy:D Była w tym „nooo”, nutka uznania:D

A po trzecie, mogę wziąć każdą z tych fot i je obrobić, i wrzucić do sieci. A ładne zdjęcia szybciej są przekazywane viralowo, więc jak dziewczyny dzwonią po konsultację, to wyraźnie mówią, że jest moc w tych zdjęciach, „widać, że jesteś ogarnięta, więc działajmy”.

Z ważnych rzeczy:

  1. Warto wiedzieć, że przed sesją trzeba się wyspać i w ogóle mieć wolną głowę. Żeby móc się dobrze bawić. Nawet jak nie lubisz obiektywu, to lepiej się dobrze bawić, niż gorzej.
  2. Nie wybieraj ubrań sama – chyba, że masz do siebie mega duże zaufanie. Po to jest Karolina, żeby to zrobiła z głową. No i nie jest Tobą, więc inaczej też dobiera ubrania, pod kątem tych cech, które warto zrobić widoczne;
  3. Nie każdy fotograf zna się na tym, jak Cię ubrać. Jak chcesz mieć super foty zaufaj stylistce. Kocham Karolinę Wieczorek, dlatego o niej piszę. Jeśli Ty masz swoją Karolinę, to super. Kiedy jej powiedziałaś, że jest super?
  4. Makijaż pod fotografię to inny makijaż niż codzienny. W życiu bym się tak nie umalowała, jak zrobiła to dla mnie i na mnie Kasia Konopa, ale to nie oznacza, że ten makijaż jest do bani. Chodzi o to, że profesjonalista wie, co wygląda na zdjęciu, a co nie. Twarz nie powinna być płaska, bo wystarczy, że foto widzisz płasko. Twarz ma być trójwymiarowa, a to oznacza, że makijażystka trochę inaczej układa kolory na twarzy, niż Ty sama byś zrobiła. Dla mnie to jest w porządku, ale patrz pkt.5
  5. Spodziewaj się, że będą osoby, które powiedzą, ze w ogóle nie jesteś do siebie podobna na tych zdjęciach… Cóż, różnych ludzi ziemia musi nosić…
  6. No i marzy mi się, żeby każda z moich kobiet, mam na myśli te, które ze mną pracują, miała dostęp do takiej boskiej sesji. Ileż pewności siebie zostaje w ciele, po takiej robocie. To ważne, bo pomaga powiedzieć „nie”, gdy potrzeba oraz „tak”, gdy potrzeba. A to z kolei bardzo nadaje tempo naszym działaniom… Ech, znowu pomysł na nowy wpis:D

A jak doczytałaś do końca, to miła niespodzianka:D Zdjęcia z zaplecza:D Uwielbiam takie:D

 

Opt In Image

Bądź ze mną w kontakcie!

Zapisz się do newslettera, który wysyłam raz w tygodniu

Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych w celach marketingowych i handlowych, w tym otrzymywanie newslettera od "Zasmakuj w życiu"

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: