Zombie, trupy z szafy i podgrzewane kluchy, czyli dlaczego nie odpowiadam na zaproszenia moich znajomych z MLM

Kochani! Mam dość!
Mam dość odświeżania starych kotletów i wyciągania trupów z szafy.
Przyszedł czas, żeby się przyznać i ogłosić.

Tak, mam za sobą doświadczenie współpracy z branżą MLM.
Tak, wiem, na czym polega ten biznes.
Nie, nie wchodzę w to kolejny raz. Chyba, że na moich warunkach, ale o tym w dalszej części materiału.
Tak, mam swoje ulubione marki, które kupuję, które cenię i które chwalę, ale czas bycia przedstawicielem handlowym tych marek mam za sobą.
Tak, wiem, że aby wyżyć trzeba sprzedawać. Dlatego buduję swoją markę i cały czas ładuję wiedzę w łeb, żeby wiedzieć, jak to zrobić gładko i z sukcesem.

Akurat nowe zaproszenia do biznesu jakoś dziwnie zbiegają się z rozpoczęciem nowej drogi przez jednego z moich byłych liderów. Do tej pory nawet pies z kulawą noga nie pamiętał o moich imieninach, chociaż wszyscy jesteśmy jedną, wielką wspaniałą rodziną i troszczymy się o relacje, a nagle stałam się rozpoznawalna i chwalona za to co robię. Za to, że odchudzam, odmładzam, że się nie poddaję i że mam wspaniałe podejście do ludzi. WTF!? No i można mi wjechać z uroczym „Monia…”. Tak się składa, że nie za bardzo lubię, jak ludzie do mnie tak mówią, ale przełykam to kretyńskie zdrobnienie, gdy słyszę je od przyjaciół. Od obcych, w internecie mocno mnie irytuje. Więc drodzy zdrabniacze… wy już wiecie, że to do Was mówię:) Proszę ustawić się grzecznie w szeregu i sprawdzić, jakie łączą nas relacje. Bo zdaje się, że niezbyt bliskie…

W tym całym zapraszaniu do kontaktu chodzi o jedno. Konieczne w tym jest, abym zapoznała się z filmem, z pedeefem, z kartką, z bógjedenwiejeszczeczym. I mam na tym punkcie oszaleć. Bo to, co zobaczę, jest tak szokujące, że na pewno będę chciała się spotkać. No i wtedy ten sztab ludzi czeka w bloku startowym. Nawet postawią mi niektórzy kawę.

Dlaczego się wściekam? Przecież jeszcze rok temu sama robiłam to samo. Ano dlatego, że ja się zmieniłam i zmieniłam podejście do swojego życia i do swojej pracy. Wolę zbudować swoją własną sektę, choćbym miała zeżreć swoje własne palce, niż dołączać do innej. Wolę być sama odpowiedzialna za to, co w moim biznesie się dzieje i nie mam zgody na to, aby ktoś, gdzieś, choćby nawet w Stanach podejmował decyzję o tym, jak mam pracować i z kim. A tak się stało, gdy struktury ukochanego Monavie znalazły się w strukturach Jeunesse. I nie o tę zmianę w biznesie chodzi, ale cały czas o mnie. Jestem na nie. Robię swoje. Buduję sojusze z ludźmi, którzy chcą tak jak ja, wyżej, szybciej, dalej…, ale bez MLM.

glowki

A po drugie, ja się do tego nie nadaję. Jak piszę i publikuję – to jestem u siebie, w swoich działaniach. Jak prowadzę sesje coachingowe to też się realizuję. Jak prowadzę warsztaty – tak samo. Rezultaty mojej pracy to pieniądze na stole oraz widok człowieka, który jest uszczęśliwiony, bo w końcu znalazł drogę do siebie. W MLM-ie niby wszystko wyglądało podobnie, ale musiałam się więcej narobić… to przez to, że coach inaczej pracuje, nawet na spotkaniu sprzedażowym. Ludzie dostawali sesje – ja dostawałam figę z makiem. Bo jestem do dupy sprzedawcą. Nie, nie o takie doświadczenie mi chodziło, ale jestem wdzięczna, bo wiem, czego mam się teraz nauczyć.

Ach, i zapomnijcie o tych słodkich obietnicach, że przecież jak dołączę, to będę u Was szkolić. Tak, wiem. Jak osiągnę sukces i będę miła. Wybaczcie, nie mam czasu. A jeśli mimo to chcecie się spotkać, zapraszam: Kalendarz tutaj. Poszukuję do współpracy ludzi otwartych, odważnych, gotowych na to, żeby sięgać po więcej w swoim życiu. Ludzi nie poddających się byle podmuchowi wiatru i po prostu gotowych się uczyć. Pokażę Wam, co trzeba zrobić, żeby móc działać w MLM z sukcesem. Obedrę cały ten system z tajemnicy i zostawię Cię z konkretnym planem działań. To jest tak potężna wiedza, że nic dziwnego, że nie mówi się o tym, na początku współpracy. Nikt by tego nie zdzierżył. Ale ja nie jestem w MLM. Mogę Ci powiedzieć. A Ty podejmiesz decyzję czy wolisz MLM czy etat… A może zdecydujesz się na własny biznes?

Oczywiście, bez MLM dużo by się w moim źyciu nie wydarzyło. Nie byłoby tych cennych lekcji biznesowych i obycia z telefonem i na spotkaniach. Ale już teraz dziękuję. Temat jest dla mnie trudny, bo nie osiągnęłam tego, co sobie zamierzyłam. Przypominanie mi o tym, to kroczenie po śliskim gruncie. Ale kto by się tym przejmował w MLM-ie. Statystyki… Statystyki… Sprzedaż… Sprzedaż…

P.S. Jest kilka firm, które są sensowne. Mam tam wykupione miejsca i korzystam z produktów, więc to nie jest tak, że jestem przeciw MLM. Zwyczajnie wkurzają mnie te niby-przyjacielskie zaproszenia do kontaktu.

P.S. Spodziewajcie się wpisu o pozytywnych stronach MLM. Śledźcie tego bloga:)

Opt In Image

Bądź ze mną w kontakcie!

Zapisz się do newslettera, który wysyłam raz w tygodniu

Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych w celach marketingowych i handlowych, w tym otrzymywanie newslettera od "Zasmakuj w życiu"

%d bloggers like this: