Czy w Twojej kuchni też rządzi Pani Mądrasińska?

Wczoraj miałam ciekawą sesję z E.

E. ma rodzinę, prowadzi biznes, i nie ma nadwagi. Generalnie bryka po rurce, tańczy na stepie, rozciąga się i jest cała seksi i fit. Brawo.

E. ma dorosłego syna i drugiego, takiego nieco mniej dorosłego. Potrzebowała pomocy, bo – jak mówiła – jak z kimś będę ogarniać, to będzie mi łatwiej. Nie mogła, przede wszystkim, ogarnąć siebie w temacie jedzenia. Wiecie, to całe gotowanie dla rodziny, robienie kanapek dla syna i słoików dla drugiego, wożenie do szkoły i na zajęcia dodatkowe. W efekcie zamiast spokoju cały czas w ruchu i w niedoczasie. Znacie to bardzo dobrze.

Nadwagi u E. nie było, ale oponka, która jakoś tam jest dość naturalna, gdy się ma trochę ponad 40 lat, nie dawała spokoju. Więc E. zadzwoniła i poprosiła o pomoc.

Na początku pracy z kobietami jest zawsze dużo „macania”. Chodzi o taki sposób budowania zaufania, że się dużo gada i się patrzy na drugą osobę, jak reaguje. Moja bezpłatna konsultacja wstępna nieco usprawnia ten proces, ale generalnie pierwsze spotkanie takie właśnie jest  intensywne emocjonalnie.

Wszyscy siadają do stołu po bożemu

Ufff, udało się. Przeszłyśmy przez ten schemat. Przed nami właściwa praca, podczas której okazuje się, że… szok… E. rzyga gotowaniem. Nie ma ochoty gotować, zarządzać całą to logistyką domową, robić zakupów, czytać książek kulinarnych. Marzy o tym, żeby ktoś, w końcu, w tej rodzinie, powiedział jej, że robi dobrą robotę i że docenia to, że ona troszczy się o zdrowie wszystkich jej członków. I jeszcze to, że jej wiedza żywieniowa sprawia, że oni mają więcej energii. A przede wszystkim E. marzy, że wszyscy siadają do stołu po bożemu, bez stękania i podejrzliwego zaglądania w garnek; że zjadają wszystko… aż im się uszy trzęsą.

Wiecie o co chodzi, prawda? Znacie to ze swojej kuchni? Ja znam?

  • Mama, a to jest wg przepisu, czy coś zmieniałaś?
  • A to Twoje, czy z Thermomixa?

Tymczasem, z ćwiczeń, które robimy razem podczas konsultacji, i z moich obserwacji wynika, że E. :

  • lubi eksperymentować, ale rodzina jest przyzwyczajona do znanych smaków…
  • a jej się rzygać chce, jak sobie pomyśli, że znowu ma się pojawić to samo w garze (a na męża to już patrzeć nie może, bo on by tylko kotlety schabowe jadł:),
  • w związku z tym skupia się na tym, żeby upakować do jedzenia maksimum składników odżywczych,
  • tyle, że to sprawia, że zamienia się w rodzinnego dietetyka, który ciągle zagląda wszystkim do talerza i tłumaczy, co z czym i dlaczego,
  • a to powoduje, że rodzina krzywi się na myśl o jedzeniu. Ostatecznie, nikt nie lubi siedzieć przy stole z dietetykiem (z psychodietetykiem tym bardziej),
  • Dorzućmy do tego, że E. dawno nie słyszała od rodziny, że to, co robi im smakuje. Wszystko, co przyjemne w jedzeniu zostało zamienione w obowiązek oraz na składniki odżywcze.

Jest oponka – źle; nie ma oponki – dobrze

Możecie się śmiać, ale to są realne trudności, z którymi zmagają się kobiety. Z jednej strony chcemy dla naszych rodzin dobrze, ale z drugiej te nasze rodziny wcale takiego zaangażowania nie chcą. Jedzenie zamiast łączyć – dzieli, a na dokładkę wywołuje niepotrzebnie emocje. To ważne, żeby to wiedzieć, bo gdy ciągle się robi, robi, robi, ale nie ma w tym nagrody, to się człowiek naprawdę złości. A nagroda nie musi być wielka. Dobrze by było usłyszeć, że to smaczne, że się robi dla rodziny kawał roboty i inne takie.

W efekcie kobiety fiksują się na oponce na brzuchu – czasami naprawdę niewielkiej i wymagającej drobnych korekt w stylu życia, a nie zmiaaaaany wszyyyyyystkiegoooo. To im daje punkt odniesienie: jest oponka – źle; nie ma oponki – dobrze.

Skąd jej się wzięła ta funkcja domowego kontrolera-dietetyka?

E. podczas naszego spotkania wyraźnie się ulało. Ale ostatecznie zobaczyła, w jaki nietypowy schemat wpadła. Zaczęła się zastanawiać skąd jej się wzięła ta funkcja domowego kontrolera-dietetyka. Zrozumiała, że ma doświadczenia związane z chorobami w rodzinie i pierońsko się boi to powtarzać. Tymczasem rodzina wcale od niej nie oczekuje takiego wysiłku. Chcą, żeby było normalnie. To ciągłe myślenie o zdrowiu zabija relacje, przeszkadza odpocząć. Wprowadza do atmosfery rodzinnej nerwówkę, której sama E. jest przykładem. I wyobraźcie sobie, jak musi naprawdę być z tym trudno. Tak trudno, że już się nie da zamiatać tematu pod dywan i udawać, że nie istnieje. Wy tego nie wiecie, ale dla mnie to codzienność – nikt nie decyduje się na pomoc eksperta z moją specjalizacją, gdy go nie boli. Ale nie, że boli i zaraz przestanie, tylko naprawdę… ból bliski odpadniętej i uschniętej ręki, wcześniej zarażonej trądem i włożonej w pokrzywy. To taki ból musi być, żeby ktoś wziął słuchawkę i zamówił pracę ze mną. (Jak się zepsuje samochód to zupełnie inaczej wygląda, prawda?).

Czas na pielęgnowanie pasji musi być

No i dobrze, że E. zdecydowała się zadzwonić. Możemy teraz razem wypracować nowe, przyjazne schematy. Przyjazne nie tylko rodzinie – ostatecznie to jest podstawowa wartość E., ale też samej E., która marzy o tym, żeby żyć z sensem i mieć więcej miejsca na swoje sprawy w życiu. Rodzina rodziną, ale czas na pielęgnowanie pasji musi być. Polecam Wam tę strategię. A jeśli pasją jest

Sparingi kuchenne

W każdej rodzinie odbywają się takie sparingi. Nie zawsze dotyczą sfery jedzeniowej, ale zawsze wynikają z tego, że ktoś chce czegoś bardziej od innych albo – to jeszcze cięższe – ma konkretne oczekiwania, że będzie po jego myśli. Niestety, to są takie gry i gierki, które realizujemy nieświadomie. Nie zobaczysz ich sama, a będą Cię męczyć, wkurzać, złościć, wywoływać emocje, frustrować, doprowadzać do szewskiej pasji. W końcu przestaniesz zauważać, że to Cię męczy – wiesz, taki syndrom ugotowanej żaby. Ale wtedy zaczniesz denerwować się na siebie i podejrzewać, że coś z tobą nie tak. Bo nie chce ci się gotować, robić zakupów, bo jesz w biegu i nad zlewem, a rodzinie wkurzona rzucasz żarcie na stół:D

Za parę tygodni będę wiedzieć, jak E. udało się zadziałać, żeby wyłączyć sobie funkcję „Pani dietetyczki”. Wy już teraz możecie to zrobić:D Po prostu zachowujcie się normalnie:D Jedzenie służy do jedzenia. Warto wiedzieć, jakie korzyści mamy z jedzenia poszczególnych produktów i warto wiedzieć, że nie istnieje lepszy pod kątem wchłaniania i w ogóle odżywienia suplement diety, jak prawdziwe jedzenie. Warto jeść i troszczyć się o to, aby jedzenie było wysokiej jakości, ale.. Ale bądźmy przy tym też ludźmi, a nie dietetycznymi klawiszami:D

Jeśli w Twojej rodzinie odbywają się podobne sparingi – możliwe, że potrzebujesz coś zmienić, aby było Ci łatwiej. Zamów bezpłatną konsultację wstępną: monika.kurdej@zasmakujwzyciu.pl. 
Opt In Image

Bądź ze mną w kontakcie!

Zapisz się do newslettera, który wysyłam raz w tygodniu

Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych w celach marketingowych i handlowych, w tym otrzymywanie newslettera od "Zasmakuj w życiu"

%d bloggers like this: