Empatia w salce fitness

Pomysł na ten artykuł przyszedł do mnie, gdy sama zrozumiałam, że gdyby mój trener miał te dwa skille, o których piszę wcześnie, to zdecydowanie szybciej doszlibyśmy do naszych wspólnych sukcesów. O co chodzi?

O empatię i umiejętność pokonywania ograniczeń mentalnych Klienta.

To drugie bardzo ułatwia trenerowi pracę z Klientem w kryzysie. Temat jest modny, profesjonaliści w sporcie pracują ze swoimi trenerami mentalnymi, ale Ty amatorze, obejdź się smakiem.

Strasznie bym chciała zaoferować taką usługę trenerom, bo osobiście doświadczyłam, co to znaczy, gdy trener porusza się po wierzchu i łyka jak pelikan wszystkie moje ściemy. W całej mojej fitnessowej historii, wszystkie swoje sukcesy zawdzięczam temu, że umiałam usiąść i zadać sobie serię trudnych pytań. Żaden z moich trenerów tego nie umiał. A w którymś momencie czujesz, że nie o machnie kijem nad głową Ci chodzi.

Dlaczego empatia w salce fitness jest ważna? Bo relacja trener – klient pozwala na taką uczciwą i otwierającą rozwój rozmowę. Przyjęło się niby, że trener to nie psycholog, ale zobaczcie jaki cudowny byłby świat, gdyby trenerzy naprawdę chcieli i umieli pomagać Klientom docierać do ich autentycznych potrzeb i motywacji. Założę się, że wielu z Was, trenerzy, chcielibyście umieć dotrzeć do prawdziwej motywacji swojego klienta. Ileż więcej satysfakcji można mieć z pracy, gdy Klient autentycznie współpracuje…

Jasne, że nie każdy Klient tego oczekuje. I nie każdy potrzebuje. Ktoś kto nie ćwiczył od podstawówki ma inny kejs do pokonania (pewnie bardziej popularny), niż ktoś kto ćwiczy od 10 czy 20 lat. Mnie np. zaskoczyło to, że – pomimo, że mój trener widzi we mnie więcej, niż ja sama w sobie widzę (czyli taka idealna sytuacja rozwojowa), to nie umie mnie do tego zaprosić. Coś, co w branży rozwoju osobistego jest na wyciągnięcie ręki i czy prosisz czy nie, to i tak dostaniesz – w siłowni jest tak niszowe, że aż nie wiadomo, jak o tym mówić. Ludzie się zwyczajnie boją…

Mój trener widzi we mnie więcej, niż ja sama w sobie widzę, ale nie umie mnie do tego zaprosić? Click To Tweet

Gadanie o diecie, to wielka ściema.

Jasne, musisz wiedzieć, jak działać, a jeśli jesteś trenerem musisz oczekiwać od klienta, że on działa wg Twoich wytycznych. Ale ludzie kochają mówić o tym, co wiedzą. Kochają poruszać się po wierzchu swoich spraw, bo to im daje poczucie kontroli. A prawda prowadzi przez emocje. To nie jest proste, gdy całe życie uczono Cię, że nie wypada, że nie wolno, że nie ma sensu. Gdy gadasz o żarciu to znaczy, że nic nie rozumiesz.

Pytasz więc, co masz rozumieć?

Na przykład to, że żarcie to konkretne wytyczne w Twoim planie – jak przepisy drogowe. Gdy się stosujesz jest ok. Gdy się nie stosujesz – jest ryzyko, że coś się wydarzy. A gdy pracujesz nad celem sylwetkowym wydarzyć się może to, że nie będziesz mieć rezultatów. Że będziesz się frustrować. Że Twój trener straci zaangażowanie do Twojego projektu.

Jeśli jesteś zwykłym Kowalskim to myślisz sobie teraz: „Rety! I co wielkiego. Płacę to ma ze mną ćwiczyć. Niech nie wymyśla”. A ja Cię zachęcam, wyjdź ponad to. Rozejrzyj się. Zadaj sobie kluczowe pytania, np. o to, czy na pewno chcesz płacić za to, że ktoś z Tobą ćwiczy. Jestem pewna, że chodzi Ci raczej o to, że potrzebujesz kogoś, kto prowadzi Twój projekt i bierze odpowiedzialność za rezultat.

W biznesie to jest proste. Jak zatrudniasz księgową czy dyrektora marketingu to oczekujesz konkretnych działań. Jesteś gotowa dzielić się wszystkimi informacjami, które gwarantują Wam sukces. Na sali fitness jednak jest inaczej. Trenerzy kochają skupiać się na swojej robocie – jak każdy – ale nie każdy z nich ma naturalną swobodę drążenia Twojej psychologii. A w tej dziedzinie trudno o sukces, gdy nie jesteś uczciwa.

Empatia potrafi łagodnie odkrywać to, co ukryte – tylko nie wolno się bać jej stosować. Gdy jesteś trenerem, jest lepiej dla Ciebie regularnie docierać do istotnych potrzeb Twojego klienta i być gotowym nazwać je. Nie w stylu: „Hej, gościu, nie wierzę w ani jedno Twoje słowo! Weź się do roboty, albo nie będę z Tobą pracował”. Ale raczej: „Halo, człowiecze, widzę, że jest jakiś problem, który wymaga, aby mu się przyjrzeć. Siądźmy i porozmawiajmy o tym, bo inaczej stracimy obydwoje czas…” Na wielu ludzi hasło  MUSISZ ZWALIĆ TŁUSZCZ nie zadziała. Dlaczego? Bo nie są gotowi na przyjęcie tej wiedzy… Bo nie są profesjonalistami… Bo… milion powodów…

W następnym poście więcej o języku serca na salce fitness:) Tyle, że będzie dopiero po świętach, bo na święta to coś o świątecznym obżeraniu się Wam przygotuję:)

Opt In Image

Bądź ze mną w kontakcie!

Zapisz się do newslettera, który wysyłam raz w tygodniu

Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych w celach marketingowych i handlowych, w tym otrzymywanie newslettera od "Zasmakuj w życiu"

%d bloggers like this: