Netto zmiażdżyło system… prawie

No powiem Wam, że szok… Gdyby mój mężczyzna był sam na zakupach, to oddałabym tej sieci pokłon. A tak tylko chylę czoła…

O co chodzi?

Wrócił do domu z różami. W sensie ja wróciłam, bo dzięki mnie nabił 200 zł na kasie, ale za to dostał, znaczy ja dostałam, bukiet róż… i kiełbasę. Kiełbasa to raczej dla niego, chociaż on nie lubi kiełbasy…

To był nasz pierwszy raz, więc zaskoczenie tym bardziej olbrzymie.

A to było tak:

Jechaliśmy autem i mówię „ej, nooo, zakupy…”.  On mówi „nooo”.  To ja mówię: „to weź zajedź do Netto, zobaczymy, co to za sklep nam otworzyli”. On mówi „no, dobra” i skręca. I zajeżdża…

Pierwsze wrażenie… market jak market. Drugie wrażenie: „warzywa jakieś takie… no nie… mięso… nie ma co wybrać… herbaty, którą lubię i chcę kupić – nie ma…” Ale za to były przyprawy w słoiczkach i śledzie w pomidorach, których nie widziałam nigdzie indziej. Masa słodyczy – znaczy syfu słodyczowego. Taka, że się za głowę złapałam, zdziwiona „naprawdę ludzie to kupują?”.

No i na koniec 200 zł strzeliło. A Pan przy kasie mówi, że mam sobie kwiatki wziąć.

Wbiło mnie w ziemię… „Ale jak to? Naprawdę?”

„No tak, jak rachunek przekracza 200 zł to dajemy kwiatki” – a potem jeszcze dorzucił kiełbasę…

Gdyby mój mąż był sam na zakupach, to wróciłby z kwiatami. I by wyglądało, że sam kupił. I mógłby rzucić mi  jedo stóp i powiedzieć „Masz kobieto! I dawaj zupę!”.

Mega, co?

Dlatego mówię, że Netto zmiażdżyło system. Mój mąż kupuje mi kwiatki 2 razy w roku: na urodziny i imieniny (nie rozumie po co, ale święty spokój jest ważniejszy). A tu, miał szansę pojawić się w domu, jak bohater. Ciekawe, czy następnym razem – gdy będzie jego kolej na zakupy – sobie przypomni o Netto. Wątpię, ale teraz mam nadzieję, że tak:) Moje życie odmieni się dzięki sąsiedztwu z tą sieciówką:)

Generalnie to nie o to chodzi, że ja na te kwiatki jakoś wyczekuję. Równie dobrze mogłyby być gacie (może nawet jeszcze lepiej), albo rajstopy (najlepiej, rozmiar na bardzo długie nogi, 4L zwykle za krótkie). Z tymi kwiatkami to chodzi o to, że jak je przynosisz – sam z siebie – to znaczy, że pamiętasz, że masz tam w chałupie kogoś, kto Cię lubi i kogo Ty nawet lubisz.

No i jak to Netto pomyśli za iluś facetów miesięcznie – to ileś par mocniejszych się zrobi. Ona się do niego uśmiechnie – a już zapomniała, że umie. A on sobie pomyśli, że jest mega-samcem alfa w swoim domu i gniazdko zreperuje…

Dlatego mnie to tak poruszyło. Dlatego jestem tym pomysłem zachwycona.

Już wyobrażam sobie nagłówki w Harvard Business Review „Netto zmiażdżyło system. Mężczyźni pokochali zakupy!”.

Naprawdę ciekawi mnie, jak i czy w ogóle, takie działanie marketingowe zmienia zachowania zakupowe? Czy wpływa na wyniki sprzedaży? Dla nas to był pierwszy raz, z tymi kwiatkami. A tego samego dnia czytałam, że Alma będzie zwalniać pracowników, bo nie dają rady… Bo kwiatków nie dają, i tyle:)

I co Wy na to?

Opt In Image

Bądź ze mną w kontakcie!

Zapisz się do newslettera, który wysyłam raz w tygodniu

Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych w celach marketingowych i handlowych, w tym otrzymywanie newslettera od "Zasmakuj w życiu"

%d bloggers like this: