Ach ta beza. Nie kupować i odmawiać, jak częstują

Gdy tak sobie ( i dla Was) przygotowywałam tę słodką bezę z poprzedniego wpisu, zbierałam w głowie myśli o tym, jak jedzenie wpływa na przebieg naszego dnia, jak nas rozprasza i jak nas wspiera. Bo ta beza, którą moja kochana klientka Gosia tak namiętnie podjada to nic innego jak nawyk, a nawet już nałóg. Jeśli wziąć pod uwagę, jakie spustoszenia w organizmie Gosi robi każda kolejna porcja bezy, jak ją frustruje to, że nie potrafi sobie odmówić stojąc przy ladzie w kawiarni, z jakim bólem wiąże się „powrót do siebie” po takim bezowym odlocie, to mamy do czynienia już z nałogiem.

Ale przecież nic się nie dzieje

Gosia się z tego śmieje i nie zamierza poważnie traktować tych swoich regularnych występków bezowych. Dokładnie tak samo alkoholiczne kobiety traktują swój nałóg. To jest ten schemat: „Ale przecież nic się nie dzieje. Tylko czasem mi się film urywa i nie do końca wiem, co się ze mną dzieje, ale to przecież nic… nieważne. A poza tym piję przecież dobry alkohol.

Jasne,  że Gosi nie urywa Ci się film, a deser, który zjada nie odłącza jej od rzeczywistości, ale… czy na pewno? Czy podczas jedzenia myśli ona o tym, co robi? Czy zastanawia się, jaką istotną potrzebę w tej chwili zaspokaja?  

Nie, raczej realizuje jakiś taki swój wewnętrzny popęd do zjedzenia dodatkowej porcji cukru. W trakcie jedzenia czuje błogość i prawdopodobnie ulgę, ale generalnie nie skupia się na tym, żeby poczuć, czym jest naprawdę to, co robi. Baaa, najczęściej ma uważność na spotkaniu. Patrzy człowiekowi, z którym się widzi prosto w oczy, wsłuchuje się w to, co mówi i… jakoś tak przypadkowo zjada słodką bezę. Nawet nie jest świadoma, jakie lekcje w tej właśnie chwili bierze mózg i jakie polecenia wysyła zmęczonemu i wygłodzonemu ciału?

Alkoholik też nie zastanawia się nad smakiem tego, co pije

Nigdy się nie alkoholizowałam, ale domyślam się, że alkoholik też nie zastanawia się nad smakiem tego, co pije. Ludzie, którzy się narkotyzują również nie czują przyjemności z tego, co robią, ale jednak to robią. W tej czynności, jest coś, czego bardzo potrzebują. Coś, czym łatają swoją wrażliwość. Coś, co przynosi im ulgę albo radość, albo nawet łączy z Bogiem, który od nas, Polaków, zawsze tak dużo wymaga.

Kto tego nie przeżył, nie wie, o czym mowa. A kto przeżył wie, jak bardzo słów brakuje, by opisać to, co dzieje się w ludzkim mózgu, gdy doświadczamy takiego stanu przyjemności. I cukier ma moc odłączać nas od realności. Na chwilę. Na bardzo krótką chwilę rozpływamy się w swojej rzeczywistości i czasem to jest dobre, a czasem całkiem nie.

Nie rozpoznamy tego łatwo, ale jeśli masz trudności ze zrzuceniem swoich nielubianych boczków, to… Click To Tweet

W mojej diecie zawsze, gdy nie mogę zmienić wyglądu okazuje się, że jest za dużo węglowodanów. To nie zawsze są słodycze, ale ulubione ziemniaki i chleb to najwięksi pogromcy mojej szczupłej sylwetki. Gdy do tego dorzucę sezamki (bo to przecież ziarno, tyle że ze słodzidłem) albo mleko do kawy (laktoza to też cukier), to mogę przywitać się z muffinką nad moimi dżinsami:D Gdy jeszcze trafi się po drodze rodzinna impreza i sernik babci… Tadaaaam… Przede mną cała robota od nowa…

Z dwojga złego wolę, żeby ludzie jedli cukier, niż sięgali po narkotyki. Click To Tweet

Jasne, że jedzenie cukru (czy też sernika babci) w niczym nie przypomina narkotyzowania się. Z dwojga złego wolę, żeby ludzie jedli cukier, niż sięgali po narkotyki. Spustoszenia w mózgu „po cukrze” są zdecydowanie łagodniejsze niż po narkotykach. Niemniej, moja specjalizacja to jedzenie i rozpakowywanie schematów, z którymi ludzie sobie nie radzą w tym obszarze. A jak chcą być szczupli i mieć mnóstwo energii, MUSZĄ robić właściwe rzeczy w diecie.

Właściwe, czyli jakie?

Jesteśmy w temacie cukrowego nałogu. Przywiązujemy się łatwo do naszych ulubionych ciasteczek i jest nam tak trudno ich sobie odmówić, a zapominamy o cukrze, który zawierają owoce i niektóre warzywa. Gdy przestajesz jeść cukier, odkrywasz tyle wymiarów naturalnej słodyczy, że zaczynasz nawet czuć złość na siebie, że tyle czasu zwlekałaś z „odstawieniem”.

Gdy Gosia nie potrafi odmówić sobie bezy, to ja szukam schematów, które pomogą jej zrozumieć, co się z nią dzieje naprawdę. Nie, w kontekście, co ona myśli o sobie, ale próbuję pokazać, co widzę i zachęcić ją do zmiany najprostszych działań i ich zestawów.

Widzę więc kobietę, która wchodzi do kawiarni i w jednej chwili zapomina o swoim celu sylwetkowym. Jej potrzebą jest spędzić przyjemnie czas, a forma, którą teraz wybiera to jedzenie bezy. Proponuję więc poszukanie innego sposobu na spędzenie przyjemnie czasu. Wtedy też okazuje się, jak mało sprawdzonych strategii ma do dyspozycji moja Gosia. I jak niechętnie ich poszukuje. Nałóg to nałóg i zagarnia większą część umysłu dla siebie:D

Całe sztaby, dobrze opłacanych dyrektorów marketingu pracują na to, aby było ciężej odmówić sobie bezy

Z całą pewnością Gosia nie wie, że całe sztaby, dobrze opłacanych dyrektorów marketingu, pracują na to, aby było jej ciężej wyobrazić sobie życie bez bezy. I nie chodzi o to, że w tej bezie jest składnik, który ściąga jej uwagę, który przeszkadza jej myśleć i działać świadomie. Jest dużo gorzej, bo nie o składnik bezy chodzi, ale o całą otoczkę, której towarzyszy jedzenie ukochanej bezy: miły klimat w kawiarni, mili sprzedawcy, zapach kawy, ludzie przy oknie, którzy się przytulają i biznesmeni po prawej, którzy przyciszonym głosem ustalają strategię sukcesu.

Co gorsza, sieciowość powoduje, że w każdej dzielnicy, w której jesteś natykasz się na swoją ulubioną kawiarnię. Zawsze masz pewność, że barista przywita Cię głośnym „Dzień dobry”, poczujesz zapach świeżo mielonej kawy, popatrzysz na potężne krążki przygotowanych deserów przygotowywanych dla Ciebie w nocy. Twój mózg poruszony tymi bodźcami zareaguje silnym pragnieniem, w ustach poczujesz napływającą ślinę i, jeśli nie masz solidnego, wewnętrznego fundamentu, aby przejść obok tych objawów obojętnie, lądujesz na sofie z filiżanką kawy i talerzem ze słodkim deserem.

Sieciowość, to także popularność, a więc dostępność. Coraz ciężej jest umówić się „gdzieś na mieście”. Skoro w każdej dzielnicy jest taka przyjemna kawiarnia, w której na Ciebie czekają. Wbijasz więc do niej w ciemno. Jest Ci wręcz niezręcznie powidzieć „ej, nie, spotkajmy się w barze mlecznym, po drugiej stronie ulicy. Zjemy kaszę gryczaną:D

Schemat: nie kupuję i odmawiam, jak mnie częstują

Niemniej, jeśli moja Gosia naprawdę chce poradzić sobie ze swoim bezowym nałogiem to najprostsze, czego potrzebuje się nauczyć to szybko znajdować sposoby na ominięcie ulubionej kawiarni. To jest dokładnie ten sam schemat, który mają nie pijący alkoholicy: nie kupuję i odmawiam, jak mnie częstują. 

Ale najpierw MUSI dostrzec, kiedy uruchamia się nałogowy mechanizm robienia tego, czego chce mózg. Potrzebuje rozwijać w sobie zdolność dystansowania się od tego. Potrzebuje wiedzieć, że mózg to wyjątkowa maszyna, która nigdy się nie zatrzymuje i która zawsze podsuwa kuszące myśli. Gdy to zrozumie i poczuje, będzie gotowa powiedzieć sobie „nie, nie teraz” albo „tylko kawa„, a ludziom w swoim otoczeniu: „spotkajmy się lepiej w parku„.

Co mi pomaga siedzieć w sieciowej kawiarni i nie zjadać tych pysznych deserów?

  1. Umowa z samą sobą, że TYLKO KAWA i mocne trzymanie się tej umowy. Jestem dla siebie ważna, więc ta umowa też jest ważna. W ramach tej umowy zawsze piję czarną kawę, a na ewentualny deser pozwalam sobie w dni treningowe. I to ma być najlepszy deser w mieście. Taki, że jak potem będę żałować, to przypomni mi się boski smak i powiem sobie: A niech to, było warto! 😀
  2. Rozumienie mechanizmów w mojej głowie, którymi próbują sterować marketerzy. Pomaga mi w tym uważność i medytacja (w moim odczuciu, jedno wypływa z drugiego; jedno jest z drugim połączone). Gdy wiem, ile i co mój mózg jest w stanie wygenerować, tym bardziej nie przywiązuję się do tego, co podsuwa mi, gdy stoję przed zdaniem „czy do tej kawy chce Pani też ciastko?” To jest dokładnie ta strategia, z poprzedniego akapitu: nie kupuję i odmawiam, jak mnie częstują. Co dalej nie oznacza, że to jest proste i że nie łamię się. Dużo łatwiej jest często nie wejść do kawiarni niż w trakcie spotkania, gdy widzi się, jak inni ludzie jedzą, gdy zaczyna brakować energii, odmówić sobie słodkiej przyjemności. Czy to jest dobre, nie wchodzić do kawiarni? Jeśli tego potrzebujesz, żeby mieć naprawdę dobre, wysokiej jakości życie – tak, to jest OK. Siła woli się wyczerpuje, a tym bardziej wyczerpuje się w kawiarni oferującej boską bezę.
  3. Rozpraktykowanie się w mówieniu „NIE„. To ważna umiejętność, nie tylko w kawiarni, ale też w życiu z innymi ludźmi. Często słyszę podczas spotkań z ludźmi tekst: „brawo Monika, asertywność 100%„. Cóż, kiedyś nie byłam asertywna i byłam brzydka, gruba, nieszczęśliwa i zła. Tak też wyglądałam. Dzisiaj jest inaczej, tylko czasem ktoś podsumuje: Monika, asertywność 100%. Trudno. Da się z tym żyć. I to nawet długo. Otyłość zaś to przyczyna wielu przedwczesnych śmierci, więc wolę tę swoją asertywność:D
JEŚLI po przeczytaniu tego artykułu masz ochotę popracować nad swoim słodyczowym nałogiem, daj mi proszę, znać:D Najlepiej napisz e-mail na adres: monika.kurdej@zasmakujwzyciu.pl i wtedy ustalimy termin pierwszej rozmowy. To ważne, żebyśmy obie miały pewność, że damy radę ze sobą pracować. Możesz też zadzwonić na numer: 606 789 681, ale spodziewaj się, że oddzwonię do Ciebie za kilka godzin. Zwykle pracuję w ciszy, przy wyłączonym telefonie, a potem oddzwaniam:D

 

Opt In Image

Bądź ze mną w kontakcie!

Zapisz się do newslettera, który wysyłam raz w tygodniu

Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych w celach marketingowych i handlowych, w tym otrzymywanie newslettera od "Zasmakuj w życiu"

%d bloggers like this: