Jakie nawyki przeniosłaś z domu rodzinnego?

Moja praca z kobietami to po prostu praca z ich kobiecością. Takie jesteśmy: robimy wszystko, żeby nie być jak mama, czy babcia, a w praktyce jesteśmy dokładnie takie same. Im bardziej się staramy być inne – tym bardziej te same gesty, słowa, sposób czesania wysuwa się na plan pierwszy. Tym bardziej nas to irytuje. Tym bardziej próbujemy to ukryć, schować, przyklepać, żeby nie było widać… I tym bardziej dziwimy się, że nam to nie wychodzi.

Jedzenie jest ekstra

Pielęgnowanie diet, ma z powyższym dużo wspólnego. Chcemy coś osiągnąć, ale się nie udaje. W mojej rodzinie wszyscy kochają jedzenie. Jest ono narzędziem do okazywania miłości. Im więcej miłości do okazania, tym stół staje się  bardziej obfity. Mówcie, co chcecie, ale jedzenie jest ekstra, gdy się nie umie powiedzieć: „kocham Cię”, „jestem z Ciebie dumna”, „tęskniłam” itd. Zgodzicie się ze mną – z tymi intencjami jedzenie smakuje lepiej, prawda?

Dietowanie. Nałóg, taki sam jak alkohol.

Odkąd pamiętam, kobiety w mojej rodzinie stale się odchudzały. Ale żadna nie miała rezultatów. W sensie były, ale rezultatem tych rezultatów było też jojo. Wyrastałam więc wśród kobiet, które mówiły „trudno, jestem jaka jestem; wyglądam jak wyglądam; kocham siebie taką, jaka jestem” oraz co chwila wpadały w nową dietę. Dzisiaj nazywam to „dietowaniem”. To w moim świecie nałóg, taki sam jak alkohol. Ale, gdy w tym jesteś, to myślisz, że robisz dobrze, i że nad wszystkim panujesz.

To były ciekawe czasy. Wiedza o żywieniu istniała głównie w zamkniętych, dietetycznych kręgach i była dostępna tylko tym najbardziej zainteresowanym. Reszta ludzi zadowalała się artykułami w „Sztandarze Młodych” lub programami edukacyjnymi w TV. Jeśli pamiętacie „Kwadransowych grubasów” to wiecie, o czym mówię. Wiedzę na temat cukrzycy i diety moja mama i ciocia próbowały wyciskać z lekarzy i z broszur zalegających w szpitalach. Bo od czasu do czasu tam się pojawiały z chorą i coraz bardziej otyłą babcią.

W efekcie najważniejsza rzecz, którą zapamiętałam z domu rodzinnego to taka duża, detektywityczna ciekawość dotycząca jedzenia. Skrytożerstwo nie było premiowane, ale… każda z nas je praktykowała. Gdy w klasie maturalnej przestałam jeść (pisałam o tym tutaj), właściwie nikt tego nie zauważył. Dopiero, gdy zrzuciłam za duże ciuchy, moje kobiety pokiwały głową nad moją skutecznością. Konsekwencje znacie już z artykułu:D

Wzorzec zachowań dookoła jedzenia

Na szczęście, w moim dorosłym życiu jedyne kobiety, to moje klientki. Nie miałam szansy wgrać córkom – bo ich nie mam – chorych przekonań i złych programów na temat jedzenia, nie jedzenia, dietowania. Widzę wyraźnie, jak ważny jest przekaz, który wynosimy z domu, bo moje klientki często się do niego odwołują. Krytykują, oceniają, czują złość, frustrację, słabość… a w toku wspólnej pracy dostrzegają, że robią dokładnie to samo. Że wzorzec ich zachowań dookoła jedzenia jest dokładnie ten sam, co w domu rodzinnym. Cóż z tego, że zmienił się adres, produkty, skoro cały system został. Moje Panie wskakują w niego, jak w wygodne kapcie.

Które nawyki przeniosłaś z domu rodzinnego?

Gdy do mnie przychodzą to liczą na jakieś mądre spostrzeżenie (i dobrze, bo wiedza to moja osobista, naprawdę wielka, wartość). I nie chcą wgłębiać się w swój system działań. Myślą, że u psychodietetyka to tak, jak na Instagramie: rach, ciach i po gotowe. A tymczasem, żeby pokonać np. wieczorne ciśnienie na jedzenie potrzebujesz spojrzeć na swoje działania z różnych perspektyw. I jedną z nich jest sprawdzenie, które nawyki przeniosłaś z domu rodzinnego? Hania np. relaksuje się przy słodyczach.

Wiecie, to jest ta sytuacja, gdy przychodzi koniec dnia, w końcu milkną telefony, szef wszystkich szefów zasypia, Hania patrzy na zegar i widzi, że ma kwadrans tylko dla siebie. Siada wtedy w ulubionym fotelu, wyciąga nogi, rozkłada na kolanach książkę…  a obok, na talerzyku stawia słodycze. A gdy już je zje, to buszuje w lodówce. A potem boli ją brzuch. I ma zgagę.

Takie SPA dla zmęczonego serducha

Dopiero, ze mną uświadomiła sobie, że mama i babcia tak robiły. To było miłe. To był taki ich rodzinny, kobiecy rytuał. Takie SPA dla zmęczonego całym dniem ciała i serducha. Hania nie wie, czy jej kobiety przeżywały zgagę, ale pamięta, że babcia snuła się po mieszkaniu do rana. Bo nie mogła spać. Czyżby z powodu zgagi? I teraz, gdy Hania to wie, to może pracować nad swoim własnym unikalnym rytuałem, który jednocześnie będzie wspierający. Bo jak chcesz zmienić styl życia nie musisz od razu wyrzucać wszystkich słodyczy z domu (choć jeśli to zrobisz, to masz parę wyzwań z głowy). Skup się na tym, co jest dla Ciebie ważne. A dla kobiet ważne są domowe, rodzinne rytuały. I są w stanie zrobić wiele, żeby były wspierające.

Czy Hania sama by do tego doszła?

Rytuały są nami

Wątpię. Rytuały są mocno wryte w naszą tkankę i nie dostrzegamy ich, jako osobnych. Właściwie to rytuały są nami. Więc gdy zmieniasz styl życia często ingerujesz właśnie w tę unikalną tkankę, która tworzy Ciebie. Nic dziwnego, że nie udaje Ci się zmienić tyle, ile byś chciała. Bo trzeba być niezłym twardzielem, żeby się z chęcią i z łatwością zmienić. To tak jak w tej bajce, o zwierzakach, co wybierały króla. Jesteśmy, jacy jesteśmy. I mamy zarówno mocne, jak i słabe strony. Jak latasz – to nie pływasz. Jak ryczysz, to nie piszczysz. Trudno stać się kimś innym z dnia na dzień. Trudno zmienić ważne zwyczaje bez bólu. A do tego wpływają na nas inni ludzie, zdarzenia, pogoda, a nawet przypadki…

Dlatego ja wolę uczyć Cię działać z Twoimi zmianami w tych zmieniających się warunkach, niż udawać, że masz idealne życie… W nieidealnym życiu nie masz w lodówce akurat tego, co potrzeba dla Twojej diety. W nieidaelnym życiu trudno jest Ci wypić 3 litry wody. W nieidealnym życiu, Twoi faceci zjedli puszkę tuńczyka, którego schowałaś dla siebie, na czarną godzinę… A może masz pasożyty? A może …

Zadanie

  • Przyjrzyj się, jak działasz i zrób listę nawyków, które pielęgnowaliście w Waszym rodzinnym domu.
  • Zakreśl te, które przeniosłaś ze swojego domu rodzinnego?
  • Jeśli wśród nich są takie, które Ci nie służą to je zaznacz. Nie będziesz ich zmieniać, ale po prostu zaznacz.
  • A jeśli jeszcze masz ochotę wybierz jeden, którym się zajmiesz. I pamiętaj: JEDEN!

Hania zaczęła od drobnych przyjemności, które nie są jedzeniem. Przestawiła fotel, żeby siedzieć tyłem do szafki, w której trzyma słodycze. Dzisiaj wyciąga się na fotelu z maseczką na twarzy i mówi, że to całkiem przyjemne. I podoba jej się, że to jest jej własny rytuał, a nie jej babci:D

Przeczytaj więcej o programie POKONAJ WIECZORNE CIŚNIENIE NA JEDZENIE i pobierz bezpłatny materiał, żeby się zainspirować.

 

Opt In Image

Bądź ze mną w kontakcie!

Zapisz się do newslettera, który wysyłam zwykle raz w tygodniu. Będziesz wtedy zawsze na bieżąco z tym, co u mnie i u moich klientów. A w ogóle, to lepiej mi pisać, dla tych, którzy czekają - nie dla wszystkich:D

Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych w celach marketingowych i handlowych, w tym otrzymywanie newslettera od "Zasmakuj w życiu"

%d bloggers like this: