Jeśli by znaleźć klucz..

Właśnie czytam poruszającą historię o zmaganiu się z anoreksją pewnej amerykańskiej rodziny.
Jest mi smutno. Czuję lęk i bezradność. Jakoś utożsamiam się z tą daleką rodziną… i dostrzegam podobieństwa. Mam ochotę wrzucić do jednego wora wszystkie te choroby: otyłość, bulimię, anoreksję. Wszystkie pochodzą z tego samego miejsca: pogubienia w świcie pełnym obfitości.
Jak uwierzyć w to, że istotą życia są drobiazgi i codzienność, gdy przydarza Ci się życie i nie wiesz, co masz z nim zrobić? Gdy masz naście lat, tak łatwo jest zgubić się w labiryncie obfitości. Nie wiadomo, co ważne, a co ważniejsze? No i jeszcze ten promowany wizerunek szczupłej, zgrabnej, żywiącej się listkiem sałaty.
Gdy słucham znajomych kobiet, odkrywam, że częścią naszego życia społecznego stało się bycie na diecie. Poziom akceptacji w grupie dziwnie wzrasta, gdy wypowiadane są magiczne słowa: jestem na diecie, albo jestem gruba, albo mam za grube uda, albo znowu przytyłam, albo muszę schudnąć… Jednocześnie, te same kobiety deklarują, że kochają jedzenie. Że są w stanie pół dnia spędzić w kuchni, by przygotować cudowny posiłek, żeby go zjeść, potem zmagać się z wyrzutami sumienia i kołysać się chorą mantrą: jestem na diecie, jestem za gruba, muszę schudnąć…
Kluczem do mojej szczupłej sylwetki było rozpakowanie jedzenia z tych wszystkich przylegających do niego znaczeń. To samo ma do zrobienia bohaterka książki. Ma jeść. Ileż pracy kosztuje przekonanie osoby, która zmaga się z otyłością, że ma jeść. Ona również boi się jedzenia.
Marzę o tym, że znajdę klucz do serca każdej z osób, które zapragną zmieniać się ze mną. Wierzę, że tutaj znajduje się źródło równowagi i miejsce, gdzie tworzą się dobre nawyki. Ruch po jakimś czasie już nie boli. Mniejsze porcje też nie przeszkadzają. Śniadanie też daje się zorganizować pomimo natłoku zajęć. Idzie to wszystko zrobić, ale najpierw konieczne jest znalezienie sensu w tym wszystkim, co w sobie i co dookoła. Dieta to nie obowiązek, ani żadna moda. No i łatwo jest przekroczyć granicę.
Polecam książkę tylko tym osobom, które pasjonują się tematem anoreksji albo otyłości. Ale polecam ją wszystkim mamom córek. Warto wiedzieć, jak to może wyglądać i uwolnić głowę od tego strasznego myślenia „że to Twoja – matko – wina”. Ten stereotyp o tym, że jak dziewczyna ma anoreksję, to matka jest za to odpowiedzialna, dalej funkcjonuje. A jest błędny i autorka książki – matka córki z anoreksją – umiejętnie pokazuje fakty. Jest dziennikarką, więc umie.
Opt In Image

Bądź ze mną w kontakcie!

Zapisz się do newslettera, który wysyłam raz w tygodniu

Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych w celach marketingowych i handlowych, w tym otrzymywanie newslettera od "Zasmakuj w życiu"

%d bloggers like this: