Czy odziedziczyłaś po swojej mamie figurę?

Takie zdanie często pojawia się w moich rozmowach z kobietami: ja figurę odziedziczyłam po mamie – nic się nie da z tym zrobić – ale zrób tak, żeby chociaż czuła się zdrowiej/lepiej/szczuplej itd.

Zwykle tylko łagodnie się uśmiecham, bo może to prawda:D

Ja po swojej mamie nie odziedziczyłam figury

Ja po swojej mamie nie odziedziczyłam figury, bo wyglądam całkiem inaczej niż ona, ale odziedziczyłam za to masę niekorzystnych nawyków żywieniowych.

I przecież nie dlatego, że mama chciała dla mnie źle. Przeciwnie.

Pamiętam te zachwycone oceny sąsiadek: jest grubiutka znaczy się jest zdrowa…

I zachwycone oczy mamy, gdy zjadałam dodatkowe porcje jedzenia, które przygotowywała. Z tamtej perspektywy nie było w tym nic złego. Z perspektywy otyłej nastolatki i dorosłej kobiety, z nawykiem zjadania dokładek… już gorzej.

Ja po swojej mamie nie odziedziczyłam figury Click To Tweet

Dlatego, gdy urodziłam swoje dzieci to strasznie, ale to strasznie bałam się, że będą otyłe. Obydwaj chłopcy urodzili się duzi i ciężcy (4300 – 4600; dodam, że rodziłam drogami natury – żeby zyskać więcej autorytetu od tych z Was, które są mamami i wiedzą, co to jest:D) i gdy mieli pół roku już ważyli ok. 13 kilogramów. Panikowałam, bo nie tylko z własnego doświadczenia wiedziałam, co to znaczy, ale też czytałam w mądrych publikacjach dla mam, jak dużym zagrożeniem dla zdrowia i sylwetki jest ta dziecięca otyłość. Chłopcy nie byli otyli, ale mieścili się w górnej skali centylowej, co było dość stresujące dla otyłej już wtedy mamy, szczególnie podczas wizyt u lekarza.

Na szczęście poszłam po rozum do głowy i do naszego życia włączyłam sport. Dla mojej rodziny dzisiaj to naturalne, że się ruszamy, więc w pewnym sensie jesteśmy bezpieczni, jeśli chodzi o zagrożenie otyłością. Ale nie do końca – o tym napiszę kiedy indziej.

Nawyk uprawiania sportu jest bardziej naturalny dla chłopców niż dla dziewczynek

Po drugie nawyk uprawiania sportu jest bardziej naturalny dla chłopców niż dla dziewczynek. Przyjrzyjcie się, jak społecznie się to układa:

od chłopców oczekuje się aktywności ruchowej od momentu, gdy staną na nogi, od dziewczynek zdecydowanie mniej (w sensie, że panuje to przekonanie, że jak chce, to proszę bardzo, ale raczej nie kieruje się uwagi, aby taką pasję do ruszania się rozwijać u dziewczynek).

Więc, jak piszę dla Was ten artykuł to koniecznie chcę zwrócić uwagę na to, żebyście patrzyły też na ten społeczny wymiar otyłości. Wiem, że ludzi to zaskakuje, gdy odkrywają, że temat jedzenia oraz otyłości jest tak szeroki i głęboki. Zauważają pewne zależności, których wcześniej nie widzieli albo nie przywiązywali do nich wagi. Więc Wy też bądźcie na to wrażliwe.

Jakie nawyki Wy odziedziczyłyście po swojej mamie?

No i, ostatecznie, ciekawi mnie, po prostu, jakie nawyki odziedziczyłyście po swojej mamie. Dajcie koniecznie znać w komentarzach albo na fanpejdżu Gabinetu. Czuję, że może z tego powstać ciekawy raport. Byłoby super:D

A jakie nawyki ja odziedziczyłam po swojej mamie?

  • Mój pierwszy odziedziczony nawyk polega na okazywaniu miłości jedzeniem. W mojej rodzinie po prostu się je. Spotykamy się, żeby jeść. I przy tym jedzeniu gadamy. Ale nie zawsze. Wielkim zdziwieniem było dla mnie, gdy odkryłam, że w rodzinie męża tak nie jest (ale było już za późno, żeby się wycofać:P). Że oni inaczej spędzają wolny czas i że tak można:D Choć też jedzą:D I za każdym razem jest mi przykro, gdy mój facet nie jest głodny, nie chce mu się jeść. Synowie robią to samo:P
  • Ten sam nawyk, okazywania miłości jedzeniem, sprawiał, że potrafiłam wiele godzin się głodzić/nie jeść. Gdy jedzenie kojarzy się ze spotkaniem rodzinnym, to czekasz na to wspólne jedzenie. W efekcie przegapiasz „pory karmienia”, a organizm uczy się, że trzeba robić zapasy. I niestety nie upycha tego w cycki:( Na szczęście już to przerobiłam i jem z zegarkiem w ręku, ale kluczowym powodem mojej otyłości było głodzenie się. Weźcie i Wy pod uwagę ten aspekt.
  • Z tym nawykiem wiąże się więc nawyk podjadania. Niby nie jesz, ale zawsze coś tam skubniesz. Zmiana wymagała sporej pracy, bo same zobaczcie, musiałam pokonać przywiązany nawyk o tym spędzaniu wspólnego czasu przy jedzeniu. Dzisiaj też lubię podjadać. Na szczęście wiem, co zrobić, żeby zminimalizować konsekwencje tegoż.
  • Kolejny, odziedziczony nawyk: nie ruszanie się. Bo w gospodarstwie się pracuje, a nie uprawia fitness. A na dokładkę moja mama zwolniła mnie z większości prac. Moim zadaniem było się uczyć i wyjść na ludzi.  Dzięki temu mogę być czasem Pani Mądrasińska. Ale przyzwyczaiłam ciało do nie ruszania się. I niby regularnie ćwiczę od 10 lat, i wygląda na to, że jestem w tym dobra, ale za każdym razem mój mózg potrzebuje wykonać konkretną pracę, aby ciało mogło się ruszyć.
  • Inny nawyk to praca, praca, praca, praca, oddawanie całej energii pracy. Mama wychowywała nas samotnie i naprawdę musiała dużo pracować, żeby związać koniec z końcem. W rezultacie mój nawyk pracy wygląda bardzo podobnie: albo wszystko, albo nic. Gotowanie nie może zajmować mi dużo czasu, bo przecież się spieszę i to, co mam zrobić jest takie super ważne… Ale jednocześnie jestem gotowa rzucić wszystko, jeśli tylko wiem, że spotkam się z moją rodziną przy stole. Często więc działam w rozkroku: tu kuchnia, tu gabinet. Wszystko na raz. Chaos. A wystarczy przecież spokojnie się zorganizować:D O tym, jaka to bajka, napiszę też innym razem.

Co z tego dla Was?

Spójrzcie na te moje przykłady i zauważcie, jak nawyki bywają do siebie przywiązane. Jeden wynika z drugiego. A trudności w realizowaniu zmian w stylu życia wynikają właśnie z tego, że nie umiemy odplątać tych supłów, które przez 30 czy czterdzieści lat życia się zrobiły. Jeden na drugim. To dlatego, jak chcesz zmienić coś w diecie, to Ci się udaje… albo i nie. Do jedzenia i w ogóle do stylu życia przywiązanych jest tyyyyle tematów. W życiu byś nie przypuszczała, jakie.

No i koniecznie popatrz na te nawyki, jak na cenne prezenty. Nie ma w nich nic, co wynikałoby ze złośliwości, braku miłości, z przekonania, że należy zrobić coś złego. Powstały z czystej intencji dzielenia się całą sobą. Odkąd jestem mamą dobrze to rozumiem. A w naszej pracy stają się przstrzenią do transformowania tego, co niekorzystne w pracujące dla Ciebie. Klasyczna strategia „z minusa w plus”. Chcesz wiedzieć, jak to zrobić, żeby było dobrze?  Zapisz się na gratisową konsultację via phone 606 789 681 lub napisz do mnie email: monika.kurdej@zasmakujwzyciu.pl. Bezpłatnych konsultacji udzielam zwykle w środę. Sprawdzimy, czy możemy razem pracować:D

Opt In Image

Bądź ze mną w kontakcie!

Zapisz się do newslettera, który wysyłam raz w tygodniu

Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych w celach marketingowych i handlowych, w tym otrzymywanie newslettera od "Zasmakuj w życiu"

%d bloggers like this: