„Smartne” cele nie działają!

Gdy zaczynałam swój ostatni program odchudzania – 10 lat temu – to tak się złożyło, że byłam tuż po szkoleniu z zarządzania projektami. Postanowiłam więc sprawdzić, jak to działa w praktyce i podejść tak całkiem technicznie do swojego stylu życia. Nie po to ktoś wymyślił narzędzia, żeby leżały. A z braku innych możliwości sprawdzenia – sprawdziłam na sobie:D

To było mniej więcej tak, że rozpisałam na kartce kolejne cele do zdobycia, moich „sojuszników”, moich „przeszkadzaczy – utrudniaczy”. A następnie… wystartowałam.

Nie mam zbyt wielu sojuszników

Szybko okazało się, że nie znam swoich utrudniaczy i przeszkadzaczy oraz… że nie mam zbyt wielu sojuszników. To naprawdę bolało. Nie powinno być tak, że w gronie najbliższych słyszysz, że wszystko z Tobą dobrze, że masz nic nie robić, że masz zjeść jeszcze ten jeden kawałek serniczka – podczas gdy Ty wiesz, ile ważysz i widzisz, jak wyglądasz.

Ale tak jest.

I wiem, że tak jest też u Was. To był pierwszy zgrzyt. To było naprawdę trudne. I jedyny sposób, żeby to obejść to było… nic nikomu nie mówić.

To, co w sklepach sprzedają jako fit – nie jest fit

W tym samym czasie okazało się, że w ogóle nie mam wiedzy. Że to, co w sklepach sprzedają jako fit – nie jest fit. Ani trochę. I że trzeba wziąć sprawy w swoje ręce, czyli dowiedzieć się, co o co chodzi, bo inaczej będzie źle. I tutaj z pomocą przyszedł znany portal dla odchudzaczek. Tyle, że to była katastrofa, a jedyna korzyść dla mnie z tego portalu to był… suwak, który stworzyli informatycy i można go było sobie zainstalować na swoim profilu, żeby się wyświetlał wszystkim, którzy tam zajrzą:D To było naprawdę fajne:D

to nie moja wina, że tyję Click To Tweet

Po wiedzę musiałam więc sięgnąć do wielu źródeł i krok po kroku rozkminiać, o co chodzi z tym całym odchudzaniem. I dowiedziałam się, że to nie moja wina, że tyję, bo jestem człowiekiem i mam takie geny, że tyję. Że jako człowiek, to jestem też słabą istotą, i że jak nie umiem radzić sobie z emocjami, to sięgam po to, co najprostsze – więc najprostsze jest jedzenie. A w świecie takiej obfitości, jak dzisiaj, jedzenie jest najbardziej dostępne. I że jak nie znajdę, nie opracuję, swojego stylu życia – takiego tylko dla mnie, idealnego, dopasowanego – to będzie ze mną źle. Że skończę jak babcia, albo jeszcze gorzej. A babcia chorowała na cukrzycę i na różniaste powikłania. Mnie lekarz „tylko” zagroził wózkiem inwalidzkim:(

Trochę tego, trochę tamtego i jeszcze tego – to nie miało szansy zadziałać

Wspólnym mianownikiem tych wszystkich diet, i tego mojego zarządzania projektem, i tej mojej dyscypliny w zaglądaniu w siebie okazały się… właściwe działania. Nie waga. Oczekiwana waga jest rezultatem właściwych działań – ale właśnie codzienna dyscyplina w całym stylu życia.

To, co wcześniej robiłam, czyli trochę tego, trochę tamtego i jeszcze tego – to nie miało szansy zadziałać. Nadzieję na zmianę dały mi fundamenty: regularność, święty spokój, organizacja dnia, stawianie i chronienie swoich granic. I jeszcze parę innych rzeczy, o których kiedyś napiszę:D

To nie ma nic wspólnego z celami. Kto marząc o szczupłej sylwetce marzy o tym, żeby mieć święty spokój? Przyznajcie się? Kto?

Ja z moich klientek wyciskam to, co dla nich najważniejsze, bo wiem, że tylko to je uruchomi. Bo za świętym spokojem kryje się często potrzeba zarabiania większych pieniędzy. Albo słyszenia, jak mąż zachwyca się urodą swojej wybranki. A tu znowu chodzi o pewność, że związek funkcjonuje i ma się dobrze.

Strasznie fajne i przede wszystkim prawdziwe są te kejsy, gdy mężczyzna się przyznaje, ze nie miał siły w ramionach, żeby nosić płaczącą córeczkę na rękach. I się wtedy za siebie zabrał – choć wcześniej zabierał się miliony razy. Albo mama, która chciała synka nauczyć jeździć rowerem, ale… fizycznie nie dawała rady. Musieli się ogarnąć, musieli schudnąć, ale cel nie był smartny. Chcieli być lepszymi rodzicami dla swoich dzieci. Lepiej wypełniać swoją rolę, a nie że do przyszłego czwartku zjem 1200 kcal mniej i będę ważyć 63 kilo zamiast 64. Nikt tego tak nie ustawia!

Jak jest dobra motywacja, to klientka zrobi naprawdę dużo, żeby osiągnąć rezultat

Dlatego ja pytam na starcie moje klientki o to, czego naprawdę chcą. I naprawdę je przy tym magluję. Bywa, że są tym zmęczone – bo nikt im nie zadawał takich pytań. Baaa, same sobie ich nie zadawały. Ale dla mnie to pierwsza weryfikacja.

Jak jest mocna motywacja, to klientka zrobi naprawdę dużo, żeby osiągnąć rezultat. Tylko po co wtedy coach? Żeby pomóc poukładać, to co wymaga poukładania. Jakby umiała sama, to by nie potrzebowała pomocy.

Najgorzej jest wtedy, gdy klientka przykleja swoją motywację do mnie, bo swojej nie ma zupełnie. Bywają takie osoby. Czasem pod spodem kryje się depresja, a czasem jest to zwykły brak nawyku samodzielnego myślenia. Wiec wtedy to nie jest to czas na dietę, ale na inne zmiany. I generalnie, możecie sobie tak pomyśleć, to brzmi jak „kołczingowy bełkot”, ale co zrobić – to jest skuteczne. Dziewczyny, przechodzą z trybu działania: „nie chce mi się”, „zawsze tyję”, „daj mi motywację”, „nie mogę sobie poradzić ze słodyczami” w tryb „no faktycznie, te endorfiny działają; teraz ćwiczę 6 dni w tygodniu”.

To działa dlatego dlatego, że cel nie jest smartny, ale taki… własny. Może nawet to marzenie jest. Bo czemu by nie. Zdecydowanie, moje kobiety za mało marzą. Więc ja je do tego zachęcam.

27 listopada 2017 o 21.00 poprowadzę spotkanie on-line o marzeniach. I o tym, co zrobić, żeby były siłą napędzającą. Zbyt wiele kobiet widziałam, które bagatelizują znaczenie marzeń w życiu. A nie warto. Dlatego to spotkanie.

Chcesz pastylkę na kobiecą niemoc? Lekcja on-line 27.11.2017r., o godzinie 21.00

Co z tego dla Was:

  • nie myśl o celu, ale o tym, co większego będziesz mieć jak go osiągniesz;
  • sprawdź, czy naprawdę chodzi Ci o to, o czym mówisz/myślisz, że Ci chodzi. Poznasz to po energii, która Ci towarzyszy, gdy o tym myślisz. Najprościej to zrobić tak, że wyobrażasz sobie siebie  siebie, gdy już to osiągniesz. Masz poczuć, jak to jest być  się w swojej skórze i ocenić, czy to jest to, czy to nie to.

U mnie jest tak, że dzisiaj jestem w miejscu, które sobie wymarzyłam – a jeszcze nie wiem, co mogę chcieć dalej. Mam mały kryzys. Szukam wartości i znajduję ją gdzieś między startowaniem w sportach bikini fitness – a byciem seksi busienesswoman:D

Konkretne, właściwe działania robią robotę

Wcześniej było tak, że „jestem inspirującą psychodietetyczką, która prowadzi własną praktykę i ma swoich Klientów”. Osiągnęłam? Osiągnęłam. I teraz trochę drepczę w miejscu. I to jest trochę tak, że nie chce mi się trzymać diety. Powtarzam sobie „że przecież nie jest ze mną najgorzej”. Więc mam to samo, co Wy, tylko styl życia mam bardziej wspierający. Nie daję się wymówkom i robię swoje – bo to się sprawdza. Śpię, jem, gotuję, ćwiczę, spaceruję.

Tego też Was uczę. Że nie musi być AJWAJNIEWIADOMOCO! Że jest tym lepiej, im bardziej naturalne dla Ciebie są rzeczy, które robisz. I wtedy nie musisz martwić jojo, bo jak masz tak jak ja mam teraz, nie rzucasz się na słodycze – bo zwyczajnie przestałaś je lubić. Jeśli już to przygotowujesz takie, które są spoko: naturalne, świeże, bez konserwantów, z erytrolem zamiast cukru.

To sztuczki, ale w fazie „bez motywacji” działają. Tyle, że to poziom dla zaawansowanych:D Dla Ciebie istotne jest, żebyś wiedziała czego chcesz. I żebyś bardzo, bardzo, bardzo dobrze wiedziała, czego nie chcesz😀 To bardzo pomaga – choć Ci od biznesu powiedzą „eeeee, bzdura!”. To niech gadają, ale na jednych działa motywacja „do przodu” – na innych taki atawistyczny strach przed chorobami, zależnością, bólem. Ja w swojej pracy wykorzystuję to, co działa na moje klientki. Czasem muszę walnąć pięścią w stół.. Albo zagrozić, że jak nie przestanie robić tych wszystkich głupot, to… to… to…. „podniosę jej stawę:D:D”

Opt In Image

Bądź ze mną w kontakcie!

Zapisz się do newslettera, który wysyłam raz w tygodniu, a w prezencie otrzymasz dwugodzinne nagranie lekcji on-line p.n. "Związek to robota dla dwojga"!

Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych w celach marketingowych i handlowych, w tym otrzymywanie newslettera od "Zasmakuj w życiu"

%d bloggers like this: