Z wizytą u babci cz. 2

Tym razem odwiedzaliśmy babcię J. i dziadka J. Wiadomo – znane imieniny.
Upał, ciasne mieszkanie, 4 rodziny w jednym pokoju… Jedyne co można zrobić – siąść i jeść. Babcia zadbała, żebyśmy nie wyszli głodni – choć lat ma coraz więcej…
1 punkt programu- flaczki z bułką,
potem na zimno: grzybki, pomidory z cebulką, pasztet domowej roboty i przepyszne, specjalnie na tę okazję wiezione z daleka wędliny, fura chleba.
soki, coca-cola w różnych butelkach (dzieci zachwycone), wódeczka (miodownik), na specjalne (czyli moje) życzenie – woda. 
2 punkt programu – własnej roboty jagodzianki (taaaakie wielkie), z jagodami własnoręcznie zbieranymi w lesie,
potem lody jeżynowe, sernik, czereśnie, makowiec – do tego kawa i herbata
Jak to przeżyłam? 
Z trudem… Nawet nie chcę liczyć kalorii, ile zjadłam – choć zdawało mi się, że się oszczędzam… Przypuszczam, że to dwudniowa zawartość kalorii… Plusem jest to, że większość tego, co jedliśmy jest naprawdę domowej roboty, bez ulepszaczy i konserwantów. 
A potem zrobiłam coś, czego dotąd nie praktykowałam: zaproponowałam, żeby wyjść na zewnątrz, ruszyć się zza stołu. Wspólnie. Dla mnie to było ważne, bo w ciasnym, dusznym pomieszczeniu, zaczynałam czuć się klaustrofobicznie: kręciło mi się  w głowie. Na dokładkę moje nogi wołały o ruch… Dla współbiesiadników nie była to interesująca propozycja. Jest w ruszaniu się coś wstydliwego… 

Postanowiłam, że od dzisiaj, na każdej rodzinnej nasiadówce będę promować wspólne wychodzenie. Z troski o siebie, o dobre wzorce dla dzieci i z ciekawości, czy i kiedy to „wskoczy” w nawyk…

Opt In Image

Bądź ze mną w kontakcie!

Zapisz się do newslettera, który wysyłam raz w tygodniu

Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych w celach marketingowych i handlowych, w tym otrzymywanie newslettera od "Zasmakuj w życiu"

%d bloggers like this: