Stoliczku, nakryj się!

Najważniejsza rzecz, którą w pracy z psychodietetykiem potrzebujesz zrobić, to regularne jedzenie.

Wiele osób boi się jeść, co jest zrozumiałe, gdy z jednej strony dostajesz informacje o tym, że wszystko jest skażone pestycydami, toksyczne i zagraża Twojemu zdrowiu, a z drugiej strony, Twoja opona na brzuchu w każdej chwili Twojego życia przypomina Ci, że nie możesz jeść…, bo tyjesz.

Czy Twoja opona na brzuchu przypomina Ci, że nie możesz jeść? Click To Tweet

Kto tutaj jest wariatem?

No i gdy trafiasz w końcu na konsultację (np. do mnie), to zastanawiasz się, kto tutaj jest wariatem? Ty, bo pomimo obczytania się w milionach pozycji o dietach czegoś nie wiesz, czy ekspert, który mówi Ci, że jak będziesz jeść, to będziesz chudła?

Jaki jest główny problem?

I okazuje się, że główny problem z tym regularnym jedzeniem – jak już uwierzysz, że tak trzeba – polega na braku czasu.

Jedzenie w tym wszystkim to ledwie chwila. Cała reszta ma związek z logistyką domową:

  • planowaniem posiłków, w tym planowanie zakupów,
  • czasem, który te zakupy zajmują,
  • „wymyśleniem”, co z tego, co kupiłaś naprawdę możesz zrobić,
  • przygotowywaniem wstępnym produktów (mycie, obieranie itd), a potem ich obróbką.

W połączeniu z innymi czynnościami, które robimy w domu, to cały etat. A doba ma tylko 24 godziny. Jeśli troszczysz się o jedzenie dla siebie i rodziny, to wtedy nie wyrabiasz się z praniem, prasowaniem i z lekcjami dzieci. Chyba, że jesteś – jak moja koleżanka, Ania – hauswife, czyli prawdziwą szefową w gospodarstwie domowym. Ale skoro nawet ona dużo deleguje, a wierz mi, nie znam innej tak ułożonej i uporządkowanej w czasie osoby, to znaczy, że to nie jest do udźwignięcia dla jednej osoby.

Niezniszczalne kobiety, żyją krócej

Co więc robisz, żeby przetrwać?

Obniżasz poprzeczkę. I pierwsza rzecz, która leci w dół, to troszczenie się o siebie.

Oczywiście, że tak tego nie nazywasz. Raczej udajesz, że jesteś niezniszczalna i nic Ci się nie przytrafi. A to, że brakuje Ci energii to wina nadmiernej ilości zadań – nie Twoja.

Po drugie, my polskie kobiety, nie mamy dobrych nawyków z tym związanych. Wakacje, czasem SPA, regularne spotkania z przyjaciółkami na zakupach, ale robienie sobie codziennie małych dobrych rzeczy? Nie do pomyślenia…  „Nie tak Cię wychowałam!” – wiele z nas słyszy ten głos w swojej głowie. Dopóki nie ułożysz się z nim, dopóty będzie Cię prześladował i dodawał presji do twojego życia za każdym razem, gdy będziesz robić coś tylko dla siebie. Da się z tym żyć, ale dużo fajniej jest, gdy przestajemy zajmować sobie głowę tym, „co mamunia na to” i po prostu robimy swoje.

Na tym właśnie polega moc małych rzeczy

To małe rzeczy wspierają to, jak się czujemy, i jak wyglądamy. Np. nie doceniamy mocy codziennego spacerowania. A ono bardzo pomaga obniżać poziom kortyzolu we krwi. Regularne jedzenie też wspiera takie łagodne podchodzenie do siebie. Ciało nie musi się męczyć, gdy „wie”, że regularnie zjesz. Znowu łagodniej przechodzisz wszystkie stresowe sytuacje, gdy jesteś odżywiona, niż gdy działasz „na głodzie”, bo mąż, bo praca, bo nie masz czasu. Mózg ma pracować na Twoją rzecz i podsuwać Ci rozwiązania istotnych problemów, a nie na tym, żeby wypatrywać dla Ciebie jedzenie, które jest w zasięgu:D

Picie wody, to dla wielu z nas wyzwanie, ale jeśli uwierzysz, że składasz się z komórek, w tym nerwowych, a te lepiej przewodzą, gdy są w otoczeniu wody… To masz takie prawie naukowe wytłumaczenie, dlaczego ta mała czynność robi różnicę.

Niestety, my wolimy tak spektakularnie. Żeby było widać, że coś robimy. Szkoda nam czasu, żeby czekać, aż przyjdą pierwsze efekty. Zdaje nam się, że nigdy nie przyjdą i wolimy uprzedzić fakty. Rzucamy się na diety… w poniedziałek. W środę jesteśmy już nimi wykończone. A w piątek już wiemy, że w weekend znowu sobie podjemy.

Takie jesteśmy… Tylko niektóre z nas mają tyle rozumu, żeby samodzielnie zobaczyć te przedziwne schematy. Reszta łapie się na obietnice szybkich, fastfoodowych zmian. W tych programach nikt nie mówi, że w normalnym życiu będziesz gotować w swojej kuchni i jeśli jest słabo wyposażona, to Ci to nie pójdzie. Tam też nikt nie mówi, że będziesz codziennie przechodzić koło swojej ulubionej cukierni i mocować się z decyzją: wejść – nie wejść… Że Twoje dzieci będą chciały zjeść pizzę i pić kolę, i na dokładkę, gdy im nie pozwolisz, to będą patrzeć na Ciebie tak, jak tego nie lubisz… W tych programach zakłada się, że Ty, jako kobieta, masz idealne życie, w którym nad wszystkim panujesz, masz niezbędną wiedzę i nieograniczone zasoby czasowe. A na dokładkę lubisz i umiesz gotować. Rzeczywistość, jak wiesz, wygląda zupełnie inaczej.

Na ogarnięcie tego wszystkiego potrzebujesz czasu

I wiedzy o tym, jaka jesteś, co we wprowadzaniu zmian sprawia Ci trudność, na czym się totalnie wywalasz i co jest dla Ciebie proste. A moim zadaniem jest pomóc Ci to wszystko, czego potrzebujesz zorganizować. Nawet lekcje szybkiego gotowania mam w swojej ofercie, bo zauważyłam dawno temu, że to kluczowy utrudniacz w programach zmian żywieniowych. Jak nie masz czasu gotować, to jesz na mieście, albo kupujesz garmażerkę w sklepie osiedlowym, a to baaaaardzo zagraża Twojemu celowi zmiany:D Więc teraz mogę Cię nauczyć zrobić wszystko, co kochasz jeść szybko i tanio. Naprawdę, rynek przyzwyczaił nas do kupowania, a większość potraw, które kochamy spokojnie możemy przygotować w domu. I to naprawdę tanio.

Ale najpierw:

Zacznij od delegowania:D Jeśli Ty nie jesteś hauswife, a Twój facet nie zarabia tyle, żebyś mogła zajmować się domem profesjonalnie, musicie się dzielić obowiązkami. Ty gotujesz – on robi zakupy. Ty prasujesz, on wstawia pranie, a potem je wiesza. Inaczej zajeździsz się, dziewczyno… Jeśli masz dzieci – wykorzystuj ich ręce do pracy w domu. Niby to oczywiste, ale wiele z nas po prostu lubi swoim ukochanym dzieciom podsuwać najlepsze kąski pod nos. Rób to więc świadomie i ucz też współdziałania z Tobą. Nowoczesne rodziny to ekipy fajnych ludzi, którzy ze sobą gadają, spędzają razem czas, ale też rozumieją, gdzie kończą się granice drugiej osoby. W delegowaniu zadań w rodzinie potrzebujesz zastosować te same schematy, które znasz z pracy: pokaż, jak ma być zrobione, odpuść perfekcję i ciesz się wynikami:D A w szczególności wolnym czasem:D

Wyposaż sensownie swoją kuchnię. Jeśli nie chce Ci się do niej wejść, to znaczy, że coś jest nie tak. Jeśli chodzi o bałagan to oczekuj od swoich domowników właściwych działań. Nie działającej sprzęty wymień na sprawne. Naostrz noże. Wymień deski do krojenia, żeby były ładne i czyste. Zlew w kuchni to najbardziej pełne bakterii miejsce (i kochają one drewniane deski do krojenia), więc troszcz się o to, żeby był czysty.

Żeby w Twojej diecie było więcej warzyw MUSISZ zacząć używać praktycznych sprzętów. Elektryczna tarka zajmie miejsce na blacie, ale zwolni Cię z ręcznego tarcia. Naprawdę sądzisz, że w XXI wieku nowoczesna gospodyni trze marchew, seler czy buraka, trzymając miskę między kolanami? Ile dań jesteś w stanie przygotować w tym tempie? A przecież masz jeszcze inne zadania w życiu, nie tylko to nudne obieranie i tarcie warzyw do jedzenia dla Ciebie i rodziny.

Planuj i przewiduj. Dla mnie to najtrudniejsze, ale uczę się tego. Najlepiej mi to działa, gdy mam dużo na głowie i muszę wszystko zmieścić w dobie. Jak czuję trochę luzu to zaraz sobie odpuszczam, a potem w chaosie szukam, co by tu zjeść, bo nie przygotowałam:(

  1. Warto więc mieć repertuar sprawdzonych śniadań, obiadów i kolacji. Ale te weźmiesz z książek kulinarnych lub blogów. Na moim też publikuję regularnie swoje pomysły na szybkie gotowanie, więc z czasem będzie z tego ciekawa publikacja. Na razie korzystaj z tego, co dostępne:D
  2. Moja znajoma Natalia przyznała się, że wozi w aucie książkę kucharską, bo nie ma czasu planować zakupów. Za to, gdy siedzi w aucie, przed sklepem, to już musi zdecydować, co jej rodzina będzie jadła na obiad i kolację. Może więc ty też miej taką inspirującą książkę kulinarną w samochodzie. Ja ostatnio testuję platformę kulinarną Cookiedoo. Ona robi za mnie listę zakupów, i bardzo mi się to podoba. A może zachęcisz Twojego ulubionego Pana ze sklepiku, żeby miał taką książkę z inspiracjami kulinarnymi dostępną? Zobacz, ile możliwości, gdy włączona jest kreatywność:D
  3. Koniecznie zaprzyjaźnij się z odżywkami białkowymi – są idealne, gdy jesteś w ruchu albo na IV posiłek. Przecież wiadomo, że będziesz głodna. I Twoja rodzina też będzie głodna. To nie jest żadna chemia – chyba, że kupisz byle co – ale izolat białka serwatkowego. Żeby zjeść tyle białka, ile potrzebujesz, musiałabyś wypić baaaaaardzo dużo maślanki albo mięsa, więc nie wydziwiaj i korzystaj z wiedzy mądrzejszych od siebie:D
  4. Miej w biurku w pracy ostry nóż, deskę do krojenia, a może nawet  blender. Blender i dobre zakupy – to najlepsze rozwiązanie na brak czasu. Wrzucasz to, co masz i … voila… gotowe! W poniedziałek w Lidlu był blender w dobrej cenie. Ten do pracy pewnie może być bardziej budżetowy niż ten, który pomaga Ci w domowej kuchni.
  5. Wakacje to też słaby czas kulinarnie. Wszędzie węglowodany, zły tłuszcz i ochota na słodycze. Gdy chcesz dobrze jeść, często nie masz wyboru. Jeździj ze swoim robotem i miej go blisko siebie. Jeśli umie gotować, jak mój Thermomix, to masz załatwione większość problemów z jedzeniem i do tego bez tego upierdliwego bałaganu koło siebie.
Gdybyś chciała poznać urządzenie, o którym mowa, to możesz u mnie:D Umówimy się na przyjemną fit-kolację, którą ugotuję u Ciebie w domu i sama ocenisz, czy mój pomysł na oszczędzenie czasu, energii i … miejsca w głowie, jest dobry także dla Ciebie:D Napisz do mnie najlepiej maila na adres: monika.kurdej@zasmakujwzyciu.pl lub zadzwoń: 606789681. Ustalimy szczegóły:D
Opt In Image

Bądź ze mną w kontakcie!

Zapisz się do newslettera, który wysyłam raz w tygodniu

Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych w celach marketingowych i handlowych, w tym otrzymywanie newslettera od "Zasmakuj w życiu"

%d bloggers like this: