Ile można jeść tego nudnego kurczaka? C.D. Ulubione książki kulinarne

Monika, no ile można jeść tego nudnego kurczaka?

Z takim pytaniem – pretensją zwracacie się czasem do mnie, gdy naprawdę macie dość tego nudnego dietetycznego jedzenia. Bo o czym myślisz w pierwszej chwili, gdy lekarz mówi: „musi Pani zmienić dietę”?

Jasne, że o warzywach, a szczególnie o sałacie, potem o rybach i o kurczaku. Może o kaszy. O chlebie razowym. I – przyznaj się – krzywisz się na samą myśl o tych osobliwych smakach.

Nawet dajesz radę wytrwać przez kilka dnia, ale potem pojawia się klasyczny problem: no ile można jeść tego nudnego kurczaka?

Tutaj właśnie większość ludzi rezygnuje ze zmiany. Już się robi trudno. Już zaczyna się „nakręcanie się”, że nie warto, że się nie da, że już tyle razy próbowałaś i bez rezultatu. Niestety, mało kto tak naturalnie zadaje sobie pytanie: jak?

  • Jak to zrobić, żeby było łatwiej?
  • Jak to zrobić, żeby było smaczniej?
  • Jak to zrobić, żeby było przyjemniej, ale żeby zachować rytm tej zmiany?

Jeśli masz tak jak ja, to nie lubisz jeść ciągle tego samego.

Jedzenie daje Ci dużo przyjemności i jest tak samo przyjemne nad zlewem, jak i w restauracji. Potrzebujesz włączyć trochę myślenia, żeby nie ulegać zmysłowości TU i TERAZ. I to na początku może być dla Ciebie trudne. Będziesz znajdować miliony powodów, aby się poddać.

Ale ja zachęcam Cię do poszukiwania innych sposobów na przyjemności. Wtedy dasz radę znieść kolejną porcję „tego nudnego kurczaka” na swoim talerzu. Koniecznie zrób listę przyjemnych rzeczy, które znasz i lubisz. Nie tylko te, które robisz, ale też te, które chciałabyś robić. Zobacz, co się na tej liście znajdzie. Dla wielu kobiet pierwsza przyjemna rzecz to święty spokój. Jeśli Ty też to masz, koniecznie zapisz. Nic się od tego nie zmieni, ale poczujesz wielkie ufff! To też dobrze. Seks? Też zapisz.

Ta lista, oczywiście, nie sprawi, że będziesz łatwiej przełykać swoje nuuuudne jedzenie. Ta lista pokaże Ci, ile rzeczy możesz zrobić oprócz jedzenia, żeby Ci było fajniej żyć.

Ale wróćmy do tego nieszczęsnego i nudnego kurczaka, którego znowu wniosłaś do swojej kuchni.
To naturalne, że po kilku dniach nie masz ochoty znowu zjadać go w wersji z grilla, ani pieczonej, ani z zupy, ani w sałacie… Wiesz też, że możesz zastąpić go rybą. Albo warzywami… I już to zrobiłaś, ale dzisiaj znowu zaplanowałaś do jedzenia kurczaka… I jesteś po prostu na „nie!” Tyle wiesz, że MUSISZ, bo lekarz Ci kazał. Mało tego, od tego, co przygotujesz zależy zdrowie Twoje i Twojej rodziny. Wszyscy w rodzinie macie za wysoki poziom tego, a za niski tamtego. Jak czegoś nie zmienicie to będziecie chorzy i biedni…

Znasz to nakręcanie się, prawda…

Trudno jest sięgnąć po nowy przepis

Zawsze też, w takich wypadkach zaskakuje mnie, jak trudno jest sięgnąć po nowy przepis. Naprawdę słyszę teksty typu:”wzięłam raz przepis stąd i stąd, ale się nie sprawdził” albo „dostałam kiedyś w prezencie książkę kulinarną, ale tam są takie produkty, których u nas w sklepach w ogóle nie ma„. Wiem, że to wynika z nawyku sięgania po to, co znane i lubiane. Wiem, że Polacy książek nie kupują. Wiem, że książka kulinarna nie jest produktem pierwszej potrzeby, i że naprawdę wolimy kupić sobie krem do twarzy, niż książkę… Ale czy musisz być niewolnicą przepisów babuni i mocować się ze swoją silną wolą? Ile jeszcze będziesz to znosić? Jak długo będziesz praktykować to swoje „narzekactwo” i „niedasizm”? Gdy sięgniesz po nowy przepis, to zrobisz coś inaczej niż zwykle. To przełamiesz schemat robienia tego, co zawsze. A może nawet znajdziesz w tym przyjemność…

Moja zmiana – ta, której teraz Was uczę – ma głęboki fundament w książkach kulinarnych właśnie. To z nich uczyłam się gotować. To dzięki przepisom na dania z woka zrozumiałam, co to znaczy kuchnia pełna warzyw. Mogłam w końcu powiedzieć „ojej! udało mi się się” zamiast żyć z przekonaniami, że nie wiem, że nie umiem,że mi nie wychodzi itd.

Dlatego poniżej zrobiłam Wam listę moich ulubionych książek kulinarnych. Pewnie część z nich nie jest już dostępna, ale celem nie jest pochwalić się, jakie to książki stoją u mnie na półce, ale pokazać Ci, że jak chcesz robić dobre dla siebie (i nie nudne) rzeczy to się do tego przygotuj. Jakoś nikomu do głowy nie przyjdzie biegać, gdy nie ma butów w szafce. A gotować, dziewczyny, chcecie na starej, odrapanej patelni i bez seksownej instrukcji. Dzisiaj mnie to nie dziwi, ale – przyznajcie to same – jest to dziwne, prawda?

Moje ulubione książki kulinarne

Thermomixowa – taką (albo inną) podstawową książkę dostaje każdy klient Thermomixa. Mnie ktoś na długo przed zakupem powiedział: „urządzenie, jak urządzenie, jest bardzo dobre i warto je mieć, ale bez książek jest niewiele warte; jak będziesz kupować to postaraj się, żeby dali Ci dodatkowe pozycje; są bardzo drogie i zwyczajnie ich nie kupisz„. Było w tym sporo racji, bo urządzenie nieco zmienia sposób gotowania w domu, a książki krok po kroku prowadzą (i uczą) do wspaniałego kulinarnego rezultatu. Lubię tę książkę, za to, że zawiera wszystkie najważniejsze przepisy do wykorzystania w kuchni, a na dokładkę jest praktycznie wydana. Ale o tym w kolejnej części artykułu:D

Dania z woka – nie musisz korzystać z woka, żeby przygotowywać te dania, istotne jest podejście do gotowania. Okazuje się, że jak pokroisz kurczaka, to on potrzebuje mniej czasu, żeby się dać przygotować, a warzywa nie muszą być rozgotowane, jak to polska kuchnia ma w zwyczaju. Do tego oliwy, mleko kokosowe, kolory na talerzu. Sosy nie muszą być zawiesiste od mąki i śmietany – tego nie lubimy przy zmianie stylu życia. Mogą za to być takie po prostu. Pamiętam, że to było przełomowe w mojej kuchni, gdy odchodziłam od kluseczek i kopytek, którymi raczyłam swoją rodzinę. Bardzo lubię tę książkę, a ostatnio nawet mąż zażyczył sobie na imieniny danie z woka. Proszę bardzo:D Zajęło to kwadrans:)

               

Grilluj z fantazją – pamiętam, że kupiłam tę książkę komuś w prezencie, ale z jakiegoś powodu została u mnie na półce. A w środku podział na „sektory” potraw. Dania główne po środku, niżej surówki, a na górze marynaty i sosy. Bo cała sztuka grillowania to przecież wspaniała marynata. A do tego dodatki. Smak Twojej potrawy będzie zmieniał się w zależności od tego, którą marynatę wybierzesz, a masz ich do wyboru mnóóóóóstwo. Do dzisiaj nie wypróbowałam wszystkich marynat. Uwagę zwracam też na sprytne wydanie książki. Dzięki rozcięciu strony na trzy, nie muszę przekładać kartki z jednej na drugą, gdy przygotowuję cały posiłek. Wiadomo, że wszystko w kuchni się robi równocześnie:) Wy tak nie macie?

Nigella Lowson i Ania Lewandowska – Książkę Nigelli zażyczyłam sobie od męża na jakieś swoje święto: urodziny, gwiazdka, czy coś. Przepisy Ani Lewandowskiej kupiłam sobie sama. W środku mega proste receptury na dania dla całej rodziny. Przy czym dania Nigelli wyglądają na super pracowite – choć nie są. Ale bywają też bardzo kaloryczne, więc UWAGA! Nigella nie myśli kategoriami troszczenia się o figurę, ale o przyjemność, o zmysły. I za to uwielbiam tę książę. I Nigellę.

Ania Lewandowska za to rozumie sportowców i sportowy styl życia. Proponuje więc „czystą michę”. Dania są proste, smaczne, zdjęcia kolorowe, a najważniejsze, że do przygotowania w parę chwil, czyli idealne dla współczesnych kobiet, które i pracują zawodowo, realizują swoje pasje, wychowują dzieci i pracują na kilku etatach. Obie pozycje są przyzwoicie wydane, czyli nie rozpadają się podczas użytkowania. To ważne, jeśli książka naprawdę ma spełniać swoje zadanie. Mam na półce kilka takich pozycji, które wymagają, żeby trzymać je podczas gotowania – bo się zamykają, wiecie o co chodzi. Nie da się tego używać.

Mam też książę z przepisami dr Oetkera. To prezent gwiazdkowy (tuż po ślubie, więc dawno temu) od mojej teściowej i naprawdę udany. Tyle, że mamy tu tylko ciasta i słodycze. Ale przecież nie samymi warzywami człowiek żyje, a Ty nie musisz zjadać całej porcji. Możesz zjeść tylko trochę.

Przepisy są bez błędów. A przygotowanie tak proste, że moi chłopcy sięgają po tę książkę, gdy mają ochotę na coś smacznego i słodkiego. I doceniam pozycję za to, że udało się opublikować receptury, bez tego irytującego „weź produkt xyz Dr Oetkera!”.  Mogę sama zdecydować, jaki produkt chcę użyć. A na dokładkę są tu prawdziwe przepisy na ciasta, a nie na ciasta w proszku, znane z półek delikatesów. To stara książka, a też dzięki szyciu dała radę już pewnie z 15 lat wytrwać w mojej kuchni.

 

A jakie są Wasze ulubione książki kulinarne? Pochwalcie się, pliiis:D

 

Opt In Image

Bądź ze mną w kontakcie!

Zapisz się do newslettera, który wysyłam raz w tygodniu

Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych w celach marketingowych i handlowych, w tym otrzymywanie newslettera od "Zasmakuj w życiu"

%d bloggers like this: