Najważniejsza wartość

Pewien łatwy do pominięcia fakt

Ale nie byłabym tu gdzie jestem, gdyby nie pewien łatwy do pominięcia fakt: moje ciało przyzwyczaiło się do bycia otyłą, a głowa jest pełna starych nawyków. Moja przemiana nie wystrzeliła mnie też w kosmos, ani nie sprawiła, że osiedliłam się na samotnej wyspie na oceanie spokoju. Mój dzień, tak samo jak Twój, obfituje w sytuacje stresowe i zobowiązania rodzinne. Prowadzenie domu, budowanie swojej marki, bycie mamą dwóch nastoletnich synów, i bycie w związku (17 lat!!), wymagają ode mnie maksimum zaangażowania. I tak samo, jak Tobie, trudno mi znaleźć czas na gotowanie „fit-żarcia” oraz na aktywność ruchową?

A jednak to robię.

Za mojego największego sprzymierzeńca uznaję NIEUSTĘPLIWOŚĆ.  Nie, że żelazny upór, bo ten czasem potrafi naprawdę człowieka zgubić. Mówię o  NIEUSTĘPLIWOŚCI, która daje szansę podnosić się po porażkach. A tych w życiu, jeśli nie żyjesz pod kloszem, jak Róża z powieści Exupery’ego, niemało.

NIEUSTĘPLIWOŚĆ, to też zdolność powtarzania małych czynności. Bo małe nie znaczy nic nie znaczące, choć łatwo przychodzi nam tak myśleć, gdy mowa o regularności posiłków, czy o celowym dobieraniu ich składu (i o kilku jeszcze działaniach wspierających osiąganie świetnego wyglądu).

Dzięki NIEUSTĘPLIWOŚCI, od 10 lat, niemal codziennie, znoszę wymówki swojej głowy, że można by lepiej, inaczej, łatwiej… Baaa, nawet: „a może by na to wszystko machnąć ręką i wrócić do starego, miłego stylu życia?”

Tyle, że wiem, jak to się skończy. Ludzie z otyłością olbrzymią to ci sami, którzy mają za sobą spektakularne schudnięcia. W moich genach znajduje się kod, który łatwo wzmacnia ten schemat, więc troska o sylwetkę, w moim przypadku jest troską o życie, jakiego pragnę – nie seksi o sukienkę. Pamiętaj o tym, gdy zdecydujesz się porównywać mnie do Ewki czy Ani.

Do otyłości przyklejona bywa depresja

Pamiętaj też, że do otyłości przyklejona bywa depresja. Tak, tak, dzięki NIEUSTĘPLIWOŚCI odkryłam, dlaczego tak trudno było mojej babci wrócić do zdrowia. Zajęło mi to trochę czasu, za mną dużo poszukiwań, ale wiem to na pewno – i potwierdzają to badania – lekarze leczyli moją babcię nie z tej choroby. A tymczasem ilu Ty znasz otyłych, którzy mówią, że nic im się nie chce, nie udaje, że wszystko jest bez sensu itd?

To dlatego moja praca jest taka trudna. I dlatego mnie pociąga. Ty myślisz o celu sylwetkowym i o trudnościach, które masz z jego realizacją, a tymczasem pod spodem kryje się tajemnica, której nie znasz nawet Ty. To dzięki nieustępliwości zdobyłam potrzebną wiedzę, żeby wspierać ludzi naprawdę.

Najtrudniejsze jednak w mojej pracy jest to, że na rynku panuje konkretne przekonanie kto może/powinien zajmować się zmianami stylu życia. Więc często zdarza mi się doświadczać tego specyficznego spojrzenia, gdy się przedstawiam. Spojrzenia pełnego oceny, a nawet dezaprobaty.

W popularnym schemacie stylem życia zajmuje się utytułowana i obrendowana trenerka

Bo w popularnym schemacie stylem życia zajmuje się utytułowana i obrendowana trenerka, która ćwiczy, gotuje, prowadzi campy sportowe w Polsce i za granicą, i cała jest taka… jak z obrazka. Mam wtedy ochotę potrząsnąć tą osobą i wykrzyczeć „człowiecze, bądź mną, przejdź to, co ja! Przeżyj te tygodnie depresyjnego leżenia i oczekiwania na cud. Przeżyj te myśli i obrazy, w których wyglądam, jak moja gruba babcia. I tę konstatację, że może nie da się uciec przed historią rodziny…, że to, co sobie założyłam, wymarzyłam nie jest możliwe… 

Bo to, że schudłam 10 lat temu, to naprawdę nic. To był duży wysiłek i potężna zmiana. Jestem z niej dumna i każdy otyły człowiek, który schudł znajdzie u mnie słowa szczerego uznania. Ale dużo ważniejsze jest dla mnie to, co wydarzyło się potem.

Bo, gdy postanowiłam, że zmienię swoje życie i będę wspierać odchudzaczy, to jednocześnie zobowiązałam się przed sobą, że nigdy, przenigdy nie ustąpię. Mój proces zmiany pokazał mi, jak ważna jest NIEUSTĘPLIWOŚĆ i tę cechę przeniosłam do swoich działań biznesowych. Wytrwale pracowałam dzień po dniu, dzień po dniu, dzień po dniu, aby wykształcić się w tych dziedzinach, których wymaga praca z prawdziwym człowiekiem.

I w tym czasie nabawiłam się potężnej kontuzji kręgosłupa.

Ale nie o kontuzję chodzi, ale o konsekwencje pracy w tzw. FLOW. Dla niektórych wymarzony stan. Wpadasz w tryb pracy i nie wychodzisz z niego dopóki nie padniesz. Nie jesz, nie pijesz – nie masz czasu na błahostki.

Aż w końcu padasz.

I ja też padłam. Dźwignęłam coś na siłowni nie tak, jak trzeba i padłam. A przecież już byłam taka mądra. I wszystko wiedziałam.

Trzy miesiące spędziłam leżąc, łykając środki przeciwbólowe i namyślając się, co mam ze sobą zrobić

Ale padłam. I trzy miesiące spędziłam leżąc, łykając środki przeciwbólowe i namyślając się, co mam ze sobą zrobić. Wątpiąc w siebie, w swój pomysł, w swoje kompetencje. W tym hardkorowym czasie zostałam sama. Znajomi, z którymi spędzałam wcześniej czas, przestali mnie potrzebować – bo byłam unieruchomiona, byłam na nic. A nowi, na hasło, że jestem „sztywna” i się nie ruszam rozumieli to jak kaprys. Ostatecznie mieszkam na przedmieściach. Mogli sądzić, że faktycznie się nie ruszam, bo spędzam czas sącząc kawę z widokiem na las.

A w tym czasie, mój świat wirował.

Dobrze to pamiętam, bo z powodu środków przeciwbólowych i mocnych przemyśleń, często czułam się, jakby huśtawka na której siedzę, zrobiła obrót wokół belki. To mentalne zawiśnięcie, na chwile, z głową w dół sprawiło, że potem zrobiłam wszystko inaczej. Przemyślałam swój biznes, swój pomysł, swoje podejście. Zaczęłam skupiać się na promowaniu swojego pomysłu i  wypełniać, krok po kroku, własny sklep własnymi produktami. Czułam, że to jest dobre, że to ma sens, że to robi robotę.

Mogłam się poddać i nic by się nie stało

To był ten straszny czas, kiedy mogłam się poddać. I nic by się nie stało. Nikt by nie zauważył, a może nawet parę osób poklepałoby mnie po plecach. Ale to właśnie wtedy mięsień mojej NIEUSTĘPLIWOŚCI najmocniej się rozrastał się. Gdyby istniał sposób, aby go zmierzyć, dzisiaj zapewne wyglądałby, jak ramię Hardkorowego Koksu. Każde święta, każde wakacje, każde wyjście z domu, to dla mnie wyzwanie. Bo każde mini-ustępstwo zbliża mnie do tej wizji, w której leżę, jak wielki worek mięsa, a ludzie muszą mnie obsługiwać. Ale każdy powrót na własną ścieżkę, do własnego stylu życia – to jednocześnie ten moment, gdy ramię się prostuje i czuję ulgę. Uff, znowu u siebie. Znowu w swoim rytmie.

Dlatego, jak ktoś ścina mnie wzrokiem, bo nie mieszczę się w jego kryteriach to czuję złość. Sztywnieję. Zamieniam się w zombi i udaję, że mnie to nie rusza.

To, co robię idzie wbrew popularnemu trendowi

Ale to nieprawda. Rusza mnie, bo poruszająca jest moja historia dochodzenia do tego, kim jestem i czym się zajmuję. I jest mi pierońsko źle, gdy dzwoni do mnie Jagienka Kamińska i mówi: „Monika, Ty nie możesz tak wyglądać. Moi ludzie tak mówią”. Szlak mnie wtedy trafia, mam ochotę gryźć i drapać…, ale to mój trener. Ja też potrzebuję kogoś, kto szybciej ode mnie widzi, że zmierzam prostą drogą w kierunku katastrofy i przypomni mi, że zapominam o swoich priorytetach. Jestem taka sama, jak inni ludzie. Wyróżnia mnie tylko NIEUSTĘPLIWOŚĆ, bo dzięki niej mam więcej niż inni: wiedzy, odwagi, pokory itd.

Niemniej, ciągle pamiętam, że to, co robię idzie wbrew popularnemu trendowi. Nie robię z moich klientek lalek Barbie z napompowanymi ustami. Jestem dla nich przykładem tego, że jak się pracuje, jak się robi właściwe rzeczy, to oczekiwany rezultat przyjdzie. Choćbyś miała zrezygnować tylko ze słodzenia – to utrzymanie tego nawyku w ciągu roku przyniesie Ci spektakularny wynik. Magdzie przyniósł on – 11kg. Warto powalczyć tylko z jedną rzeczą.

A tymczasem my chcemy rezultatu już

A tymczasem my chcemy rezultatu już. I na tym też bazuje cały dietetyczny przemysł. Kusi niby-szybkimi rozwiązaniami i przyciąga światłem. Gdy się temu poddasz wpadniesz jak rybka Dolly z filmu „Gdzie jest Nemo” prosto w paszczę potężnego miliardowego rynku. Dlatego jest dla mnie ważne, aby tę swoją NIEUSTĘPLIWOŚĆ pokazywać często, jako przykład, że znaczenie mają właściwe działania, a nie cudowne pomysły. Szczególnie zależy mi, żeby widziały mnie dojrzałe menedżerki i właścicielki. Często spotykam je, gdy są w biegu i mówią „pani Moniko, szybko, szybko, jakąś tam dietę, bo muszę lecieć dalej”. Ledwo słyszę tę głosy z powodu ich furkoczących z powodu pędu spódnic. Dużo pracy kosztuje mnie zatrzymanie ich i pokazanie im, że wcale nie chcą diety. Że marzą o chwili świętego spokoju. Chcą, żeby mąż się do nich uśmiechnął. Chcą być przykładem dla swoich dzieci.

To właśnie to oznacza dla mnie hasło „dieta zaczyna się w głowie”. Z czystą głową mojej klientki mogę pracować – ze złudzeniami nie bardzo.

To właśnie dzięki mojej NIEUSTĘPLIWOŚCI dotarłam do tej prawdy. To jest moja ekspertyza. To jest moja mistrzowska umiejętność, którą pielęgnuję codziennie. I to jest ta fundamentalna umiejętność, której Ciebie nauczę, jeśli tylko zdecydujesz się przestać być rybką Dolly. Rybka Dolly znalazła uczciwych opiekunów. Wolałabym, żebyś Ty nie liczyła na takie szczęście, tylko sama zapanowała nad swoim stylem życia i stworzyła go takim, jakim chcesz. Chcę, żeby był w nim czas na jedzenie, dobry sen, ruch, najlepiej na świeżym powietrzu i na przyjaciół.

Jak Ci się to podoba?

 

Opt In Image

Bądź ze mną w kontakcie!

Zapisz się do newslettera, który wysyłam zwykle raz w tygodniu, a w prezencie otrzymasz nagranie lekcji on-line p.n. "Związek to robota dla dwojga". Tak, tak... psychodietetyk, a gada o związkach. Tak to jest, gdy pracujesz z człowiekiem... nie z dietą:D A poważnie, to w tle mojej pracy jest dużo o związkach. Więcej w materiale:D Zapraszam i baw się dobrze:D

Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych w celach marketingowych i handlowych, w tym otrzymywanie newslettera od "Zasmakuj w życiu"