Mam 44 lata. Próbowałam na różne sposoby. Czy można za darmo?

To jest wpis z serii „CIEKAWE PYTANIE Z RYNKU”

Pytanie brzmi mniej więcej tak: Dzień dobry, mam pytanko. Jak mam się odchudzać w wieku 44 lat i przy wadze 80 kg? Próbowałam różnych sposobów. Czy istnieją tanie – lub darmowe – metody odchudzania?

Szanowna Pani, to w końcu tanie czy darmowe?

A poważnie: rzeczywiście w programie wiele możecie zrobić same. To nie tajemnica, że bez zwracania uwagi na to, co znajduje się na talerzu, i bez porcji ruchu nie bardzo cokolwiek ruszy (a ekspert jest w gabinecie, nie w Waszym domu). Dlatego musicie dużo umieć i sporo wiedzieć, żeby robić to samodzielnie. Ale przecież ja to zrobiłam, więc można. Dużo błędów, dużo porażek, mimo to można.

Dlaczego samodzielnie nie działa? Click To Tweet

Choć istnieje wiele powodów, ten najważniejszy sformułowałabym tak:

  • organizm – zdezorientowany zróżnicowanymi dietami i niedopasowanymi podejściami – krzyczy: „ŻADNEJ ZMIANY, KOBIETO! ŻADNEJ ZMIANY!”.

Dlatego potrzebny jest ktoś, kto ogarnia temat: dietetyk, trener, psychodietetyk, coach itd. Bo po pierwsze: wyedukuje, po drugie: poprowadzi, a po trzecie: wysłucha i – gdy trzeba – przyciśnie do ściany albo pogłaszcze.

Taki pomagacz/edukator/psycholog/ocieracz łez/wysłuchiwacz żalów codziennie musi być w gotowości, aby odpowiadać na niespodziewane pytania i potrzeby. Dlatego ciągle się szkoli, czyta, zbiera informacje. Biorąc to pod uwagę, ceny w granicach 150–300 zł są śmiesznie niskie, zwłaszcza że niejednokrotnie obejmują dodatkowe usługi: dietę, książki, kontakt e-mailowy.

Gdy słyszę, że ktoś chce tanio albo za darmo, to gryzę (no dobra, nie robię tego, ale bardzo chcę!). Naprawdę uważam, że to, co robimy face to face, jest za tanie. Ludzie nie doceniają niczego, co otrzymują w gabinetach i w salach treningowych. Trzeba kazać im za to płacić. I to dużo. Tyle że kto by wtedy korzystał? Oj, na pracę z drooooogim ekspertem znaleźliby się chętni; nie mam co do tego wątpliwości. A jakie rezultaty by osiągali…! Łohohohoho!

Co zrobić, żeby było taniej (albo za darmo)?

  1. Wejdź do Internetu – zajdziesz w nim sporo darmowej wiedzy. Wystarczy ją przyswoić i stosować. Dzielą się nią eksperci, którzy pracują za pieniądze, bo tak to działa. Jeżeli oferujesz wartościową treść, Google Cię lubi. A skoro Google Cię lubi, to wymiatasz.
  2. Idź do kiosku i kup gazetę – w cenie od 3 do 13 zł otrzymasz tyyyyyle dostępnej wiedzy. Ponownie – wystarczy zacząć ją stosować. Tam też piszą eksperci (albo celebryci), choć informacje są prezentowane wybiórczo i ostatecznie nie zawsze wiesz, do czego je przypiąć. Ale gdy je wdrożysz – będziesz mieć rezultaty. Co prawda później często atakuje straszne jojo (bo diety wprowadzają niezłe zamieszanie w organizmie), ale przecież nie każdy celebryta jest wariatem. Sporo osób z sensem tłumaczy, na czym polega ich styl życia i co robią, żeby wyglądać tak, jak wyglądają.
  3. Skorzystaj z forum dla odchudzaczy – w cenie od 30 do 99 zł dostaniesz to, co tylko sobie wymarzysz: i dietę, i kontakt z motywatorem, i rozpiskę treningów. Nic, tylko wziąć i stosować. Portale: Po treningu i Vitalia mają ciekawe podejście. Lubię czasem tam zaglądać.
  4. Wejdź do księgarni – za 19–49 zł kupisz książki o motywacji, diecie, sporcie itd. Nic, tylko przeczytać i stosować. Ich autorzy zwykle mają coś do powiedzenia. Sprawdź. W ostatnim czasie zachwyciłam się książką Christmas Abbot „Piekielnie twarda sztuka”. Jestem zafascynowana działaniem tłuszczów w diecie. Zamierzam to rozkminić. A na razie trenuję boczek na śniadanie. Sama też popełniłam publikację pt. „Przygotuj się na pokusy”, którą podam po przygotowaniu opisów na stronię. Szczegóły poznasz, jeżeli będziesz śledzić ten blog.
  5. No i dopiero na ostatniej pozycji masz żywego pomagacza, czyli dietetyka/psychodietetyka/coacha/trenera itd. Biorąc pod zdolności uczestników programu, usługa powinna kosztować 6500 zł. Bo praca często przypomina oranie kuniem ugora. Tacy jesteście. Tacy jesteśmy jako ludzie. Szukamy bóg-wie-gdzie, a gdy dostajemy, nie za bardzo wiemy, co z tym zrobić. Naprawdę trzeba być nie lada mózgiem, żeby szybko zbudować zaufanie i tak pokierować człowiekiem, żeby równie szybko zaczął osiągać rezultaty. Stąd powodzenie diet w mojej branży.
  6. No i znowu wracamy do diety. Tak się porobiło, że uczestnik programu od razu zakłada, że potrzebuje diety. To przypomina wystawianie recepty przez lekarza. A przecież nowa dieta to zmiana stylu życia, w którym są nawyki – wiele z nich jest skonstruowanych wielopiętrowo; poruszysz jeden – reszta się wali. A uczestnik nie wie, jak sobie poradzić. Jak jadłospis ma się do tego, że człowiek się boi i nie wie, co zrobić? Nijak! No i jeszcze jedno: ten lekarz przyjmuje na NFZ. Znowu okazuje się, że nie trzeba płacić.

Tak oto jedno pytanie spowodowało lawinę myśli! Pamiętajcie jednak: nie taki coach straszny, jak to, o czym opowiada 🙂

Korekta: korektelka

Opt In Image

Bądź ze mną w kontakcie!

Zapisz się do newslettera, który wysyłam raz w tygodniu

Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych w celach marketingowych i handlowych, w tym otrzymywanie newslettera od "Zasmakuj w życiu"

%d bloggers like this: