Recenzja książki „Przemiana” Tory Johnson

Długo się zastanawiałam, czy pisać Wam o tej książce. Generalnie założyłam sobie, że będę pisać o tym, co menedżerki i businesswoman potrzebują. Zastanawiałam się, czy potrzebują opisu zmagań innej kobiety przedsiębiorczej w osiąganiu celu sylwetkowego. I podjęłam decyzję, że potrzebują:D

Jak przeczytasz o zmaganiach drugiej kobiety, to będzie Ci trochę łatwiej

To nie jest tak, że bez tej książki biznes Ci ucieknie, a Twoja waga nie ruszy. Ale to jest tak, że jak przeczytasz o zmaganiach drugiej kobiety, to będzie Ci trochę łatwiej. No i nie będziesz mi musiała wierzyć na słowo:D

Co tu znajdujemy:

Główna bohaterka – autorka, pracuje w TV, a oprócz tego prowadzi wiele działań biznesowych. Jest celebrytką, która ma swoją rodzinę i swoje plany zawodowe. I troszczy się o wszystkich i o wszystko. O siebie w ostatniej kolejności.

Coś Wam to przypomina?

I ta bohaterka zostaje wezwana „na dywanik”. Wie, że rozmowa będzie dotyczyła tego, że przytyła, a telewizja sobie nie życzy takiej prezenterki. Ma też za sobą wiele podejść do odchudzania. Dodajmy, że niezbyt udanych… I to nie zachęca jej specjalnie, ani do czekającej ją rozmowy, ani do przyglądania się swojemu stylowi życia.

Coś Wam to przypomina?

Na szczęście rozmowa dotyczy wszystkiego, tylko nie tego, co sobie wyobrażała nasza bohaterka.

I całe szczęście, że ta „prowokacja” miała miejsce, bo umysł Tory wskoczył na swoje miejsce. Zaczęła się właściwa praca, którą śledzimy razem z bohaterką przez okrągły rok. Towarzyszymy jej codziennym działaniom zawodowym i prywatnym oraz dostaliśmy szansę wsłuchiwać się w jej wewnętrzny głos, który to raz beszta, innym razem kusi, a potem gratuluje. Przy okazji jedzenia, oczywiście, bo o ruchu nasza bohaterka myśleć nawet nie chce. Świetna sprawa – każdy z nas ma wewnętrzny głos i warto się z nim zaprzyjaźniać. Niestety, dość się go boimy. Niepotrzebnie.

Moje programy także zawierają pracę z wewnętrznym głosem. W moim przekonaniu warto się z nim oswajać, bo ma nam wiele ważnych rzeczy do powiedzenia. Zauważyłam jednak, że się go obawiamy.

Książka, na szczęście, nie jest suchym zapisem przebiegu diety i zmagań bohaterki. To nie jest wydruk bloga i opisów wewnętrznych stanów, od których może rozboleć głowa. To nie jest też zestaw działań razem z podanym jadłospisem. Amerykanki dobrze wiedzą, co działa na wyobraźnię:D I dlatego wolą opisać przygody ze zmaganiami się z domownikami, którzy nie chcą być na diecie oraz reakcje męża, który sam nie wie, co robić, gdy żona przechodzi na diecie.

Tory Johnson mówi o swojej przemianie „przemiana”

A najbardziej chwyta mnie za serce to, że Tory Johnson mówi o swojej przemianie „przemiana” oraz podkreśla, jak bardzo potrzebne były te wszystkie działania dla jej rozwoju osobistego. Ze dzięki tej rocznej pracy, w którą się zaangażowała stała się nie tylko bardziej pewna siebie, ale też uważna i ma więcej wiedzy o tym, jak funkcjonuje rynek spożywczy. Niby wszyscy o tym wiedzą, ale mało kto się stosuje. I nie robi z tego swojego odchudzania jakiegoś ajwaj! Mówi: „Schudłam, zmieniłam się, ale dalej to jestem ja. Trochę mądrzejsza i bardziej wybredna, ale to dalej ja”. Bardzo mi takiego wyważonego głosu brakowało w publikacjach, które czytam. Mam dość lukrowanych historii i metamorfoz, które z daleka śmierdzą photoshopem. Przemiana odbywa się w Twojej kuchni, codziennie – nie na Instagramie.

Bardzo chciałybyśmy wszystkie mieć takie rezultat w dwa tygodnie – ale to niemożliwe. A tutaj, w książce, autorka mówi mniej więcej tak: „gdyby mi ktoś powiedział, że będę chudła pół kilo na tydzień – to by mnie to nie zmotywowało. A tak zrobiłam swoje i w ciągu roku schudłam około 24 kilo. Dałam radę i najważniejsze, że zrobiłam to w swoim tempie. To jest maraton, a nie sprint. Jestem z siebie dumna”.

To jest maraton, a nie sprint

I to mnie stawia w dużym zakłopotaniu, bo od początku swojej pracy mówię dziewczynom: „Słuchaj, to co robimy, nie przyniesie Ci natychmiastowego efektu. Musisz naprawdę rzetelnie popracować. Ja nie wejdę do Twojej lodówki, a ty będziesz narażona codziennie na wiele pokus. Ale poradzisz sobie, tylko musimy razem spiąć poślady”. I od początku swojej pracy potykam się właśnie o to, że moje kobiety chcą szybko, już, natychmiast, wiec decydują się na nierealne działania. A dodatkowo rynek podsyca to pragnienie. Jest bardzo konkurencyjny. Stawki są dość niskie, więc konieczne jest łapanie ludzi do jednego lejka, z założeniem, że i tak większość nie da rady. Ale chociaż zapłacą.  I cała ta dietetyczna machina się nakręca porywając za sobą już nastolatki. To przykre, gdy dziewczynki martwią się o swoja sylwetkę, choć tak naprawdę powinny o odrabianie lekcji. Jest w nas już mentalność dietetyczna i przkazujemy ją kolejnym pokoleniom. A ciągłe odchudzanie się to ciągły efekt jojo, czyli ciągła potrzeba odpowiadania na ból klienta, który robi sobie krzywdę słuchając się coraz to nowych doradców. Kwadratura koła, czy jak to tam nazwać.

Dlatego, dziewczyny, jeśli tylko macie ochotę przeczytać coś, co nie jest zawodowe, ale mimo to wspierające – zachęcam do lektury.

A tutaj, proszę, Tory Johnson znaleziona w internetach:D Wielkie Gratulacje Tory!!

I jeszcze na końcu mamy listę spostrzeżeń, które dla Was przepisuję, bo warto je wziąć pod uwagę, gdy planuje się zmianę stylu życia. Ciągle o nich mówię, ale tego nigdy dosyć:D

  1. Czy masz faktycznie dosyć?
  2. Z czego jesteś skłonna zrezygnować?
  3. Jaki masz plan?
  4. Co jest Twoim codziennym sprawdzianem?
  5. W jaki sposób nauczysz się cierpliwości?
  6. W jaki sposób będziesz świętować zwycięstwa?

I jak Wam się to podoba?

Opt In Image

Bądź ze mną w kontakcie!

Zapisz się do newslettera, który wysyłam zwykle raz w tygodniu. Będziesz wtedy zawsze na bieżąco z tym, co u mnie i u moich klientów. A w ogóle, to lepiej mi pisać, dla tych, którzy czekają - nie dla wszystkich:D

Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych w celach marketingowych i handlowych, w tym otrzymywanie newslettera od "Zasmakuj w życiu"

%d bloggers like this: