Sport a myśli, które męczą.

Sport a myśli, które męczą.
Kiedy przeczytałam, że Robert Karaś zamierza „zrobić” 10 IronMenów, to pomyślałam tylko:

– OK, kto bogatemu zabroni?

Sport to – zgodnie z popularnymi hasłami – zdrowie. Gdy ludzie chcą się o siebie zatroszczyć, poleca im się sport. Wyczyn Roberta (i pozostałych uczestników zawodów IronMan) na pewno pomoże mobilizować niektórych do regularnego trenowania.

Myśli, które męczą

Warto wiedzieć, że sport jest też jednym z tych „zmóżdżających” rozwiązań, które uwielbiamy, gdy mamy dość na głowie. Rekomenduje się go ludziom, którzy przeżywają trudne chwile w życiu. Dyscyplina sportowa pozwala łatwiej się zorganizować tym, którym dzień rozpada się na kawałeczki. Koncentracja na fizyczności (na oddechu, na pracy mięśni) przynosi ulgę przy przytłoczeniu natrętnymi myślami oraz flashbackami.

Dlatego:

ludzie, uprawiajcie sport, jeśli macie trudności z odpoczynkiem!
Przynajmniej w czasie treningu nie będziecie zajmować się swoimi problemami: tym, co powiedział lub nie powiedział partner, stopami procentowymi franka, ekipą remontową, z którą nie ma kontaktu, obwinianiem się za molestowanie Cię w przeszłości.

To będzie prawdziwy relaks dla głowy!

A jeśli sport stanie się regularną praktyką, to w krótkim czasie zauważycie, że poprawił się Wam sen, albo że łatwiej zasypiacie; że macie głębszy oddech i łatwiej wracacie do równowagi po sytuacji stresowej.

Sport a myśli, które męczą

Jednak wyczynowcy, to nie amatorzy. A ja, pomimo uznania dla Roberta Karasia ( i pozostałych zawodników, oczywiście), jakoś nie wierzę, że 10-krotnego IronMana robi się tylko dla przyjemności.

Moja wątpliwość wynika z doświadczenia w pracy z ludźmi. Dobrze wiem, że to, co widać nie jest zwykle podobne do tego, czego nie widać – a o czym mówi się w intymnej atmosferze gabinetu. Baa, to co widać, bywa przeciwieństwem tego, czego nie widać.

Na pewno znasz kogoś, kogo dałoby radę dopisać do kategorii osób, które są całkowicie inne, gdy zdejmą maskę, np. w domu, gdy nikt nie patrzy.

Widzisz? Właśnie o tym mówię.

Ja patrzę zszokowana na wyczyny zawodników 10xIronMan i naprawdę im gratuluję. I tylko z trudem przychodzi mi wyłączenie prostej, psychologicznej ciekawości:

– Drodzy, co Wy takiego chcecie w sobie zamęczyć?

Gdy ja wyobrażam sobie siebie na ich miejscu, to biegnę, jadę, płynę, aby zniszczyć w sobie mięczaka. Taaak, takie zawody, to nie bułka z masłem. Tu się trzeba przygotować, zadbać o dietę, o odżywienie na trasie, o głowę, żeby nie świrowała na 2347 kilometrze.

Jest w tym rodzaj obsesji. I ona, jednego człowieka posadzi na kanapie – a drugiego zawiedzie na miejsce startu w tych bardzo trudnych zawodach.

Na szczęście, obsesji na swoim punkcie, nie da się tak po prostu zajeździć, zabiegać, zapływać. Osłabione ego domaga się uwagi, nie zdeptania czy utopienia. Nieważne, w jak ciężkich zawodach weźmiesz udział – na końcu i tak będziesz zasypiać z samą sobą.

Za dużo myśli, które męczą

Jeśli czujesz, że w tym, co piszę, jest coś ważnego dla Ciebie – bo może działasz bardzo intensywnie i rozważasz zwolnienie obrotów, a przykład Roberta Karasia sprawił, że masz więcej wątpliwości – „bo jak to tak, ludzie biegają, pływają, jeżdżą, a ja nie dam rady? Przecież to tylko kwestia organizacji!” – zapraszam Cię do zrobienia ćwiczenia, które załączam poniżej. Dzięki niemu odkryjesz, czy masz powody, aby się zamęczyć. Oraz, czy przypadkiem nie grozi Ci, że się wykończysz. Są ludzie, dla których lekka i przyjemna praca nie jest wiele warta. Jeśli do nich należysz jesteś w grupie zagrożonej przemęczeniem, przepracowaniem, wypaleniem osobistym i zawodowym.

Albo może już korzystasz ze sportu, jako narzędzia wyciszania myśli i emocji, i właśnie zauważyłaś, jak daleko doszłaś ze swoją fizycznością. Masz wszystko, czego pragnęłaś: wąską talię, sterczące pośladki, seksowne uda – a jednak ciągle widzisz w lustrze tę dziewczynę, która jeszcze musi coś poprawić, aby … – zadanie, które proponuję niżej, też jest dla Ciebie.


Sport a myśli, które męczą. 1
Zadanie pochodzi z książki „Terapia przez pisanie” James W. Pennebaker, Joshua M. Smyth, Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, 2018 rok, str. 113

Kobiety, które najczęściej zostają moimi klientkami, są jak Robert Karaś: pędzą przez życie, jakby startowały w dziesięciokrotnych, stukrotnych, milionkrotnych IronManach. Przychodzą, gdy coś w nich pęknie. Wcześniej nie słyszą, gdy bliscy im mówią „Zwolnij! Zatrzymaj się! Nie ma potrzeby tyle z siebie dawać”.

Czasem przychodzą, bo nie mogą pogodzić się z tym, że słyszą: „kochanie, ja tego (co robisz) nie potrzebuję” (częściej to brzmi wulgarnie i wypowiadane jest w złości – i wtedy to boli, jak zderzenie z rozpędzonym pociągiem).

Tutaj, poniżej, możesz kliknąć jeśli chcesz porozmawiać, bo masz dość: dość tego, że myślisz, i myślisz, i myślisz… i tego, że Cię to wyczerpuje; i że nie znasz sposobu, aby ten pierwszomajowy pochód uporczywych myśli zahamować. Serdecznie zapraszam. Pomagam zapracowanym i zmęczonym kobietom dobrze się o siebie zatroszczyć.

Opt In Image

Bądź ze mną w kontakcie!

Zapisz się do newslettera, który wysyłam zwykle raz w tygodniu. Będziesz wtedy zawsze na bieżąco z tym, co u mnie i u moich klientów. A w ogóle, to lepiej mi pisać, dla tych, którzy czekają - nie dla wszystkich:D

    Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych w celach marketingowych i handlowych, w tym otrzymywanie newslettera od "Zasmakuj w życiu"

    %d bloggers like this: