Przytyłam, ale nie jestem przed okresem, czyli PYTANIE Z RYNKU

Dzisiaj mamy pytanie od Pani Ani.

„3 tygodnie temu rozpoczęłam odchudzanie. Mam 163 cm wzrostu i ważyłam 51kg. Chcę schudnąć 5-6kg. Przez dwa pierwsze tygodnie schudłam 2kg. Jednak w ciągu ostatniego tygodnia przytałam i ważę tyle, ile na początku – 51kg. Przytyłam mimo stosowania diety. Jem zdrowe produkty – jajka, pełnoziarniste pieczywo, brązowy ryż, kaszę orkiszową, kurczaka na parze, warzywa i owoce. Piję dużo wody z cytryną i imbirem. Ćwiczę 2-3 razy w tygodniu. Mimo tego przytyłam. Dlaczego? Dodam, że nie jestem przed okresem.”

Moja odpowiedź

Przede wszystkim waga to złudzenie:D Wiem, że to trudno przyjąć, gdy marzy się o tym, aby pięknie wyglądać, ale koncentracja na wadze, odciąga Panią od istotnych elementów program gubienia kilogramów. Wagi nie może Pani kontrolować – a inne działania tak. Waga to rezultat tych działań.

Po drugie, nie znam Pani pozostałych parametrów, ale te, które Pani wskazała, mówią mi tyle, że warto zachęcić Panią do kształtowania sylwetki – tak, żeby była Pani zadowolona – a nie do odchudzania. Jakiego rodzaju ruch Pani uprawia? Co to znaczy, że ćwiczy Pani 2-3 razy w tygodniu? Skoro Pani zgłasza do mnie swoje wątpliwości, to zakładam, że nie ma Pani kogo zapytać, nie ma Pani swojego opiekuna tam, gdzie Pani ćwiczy. Dlatego zachęcam, żeby skorzystała Pani z gratisowej konsultacji ze mną. Będziemy mogły ustalić, jak może Pani pracować, żeby była zadowolona.

Jeśli się Pani nie zdecyduje to zachęcam do tego, aby utrzymać tę wysoką jakość jedzenia, o której Pani pisze, ale koniecznie policzyć swoje zapotrzebowanie energetyczne, z uwzględnieniem Pani aktywności. Proszę też regularnie robić pomiary swojego ciała: waga tak, ale też wszystkie obwody. Będzie Pani widziała, jak ciało się kształtuje, pomimo, że waga nie będzie się zmieniać.

Po co liczymy zapotrzebowanie energetyczne?

Cóż, słabo się do tego przyznawać, ale naprawdę, ale to naprawdę, jemy za dużo.

I mówię to ja, która stale gapi się w to, co na talerzu. Jakiś czas temu przełknęłam tę gorzką żabę i przyznałam się sama przed sobą, że ja też jem za dużo. Niby wszytko na talerzu się zgadza. Niby, żadnej coli nie przemycam, a słodycze sporadycznie, i tylko ciu-ciut, to jednak nawet tzw. zdrowe produkty mają swoją gęstość żywieniową, którą należy uwzględnić w codziennym bilansie energetycznym. Regularne przekraczanie swoich możliwości sprawia, że moja (i Twoja też) fałda na brzuchu nie znika. Przy wadze i wzroście Pani Ani mówimy bardziej o korekcie wagi, niż o odchudzaniu, a więc precyzyjne określenie składników odżywczych, a potem troszczenie się o to, by je dostarczyć, jest bardzo, bardzo, bardzo ważne. I cała trudność polega właśnie na tym, żeby to kontrolować. Inaczej klapa, frustracja, a spodnie się nie zapinają, chociaż bardzo tego chcesz.

Precyzyjne określenie składników odżywczych, jest bardzo ważne. Inaczej klapa, frustracja, a… Click To Tweet

W artykule tutaj pisałam o tym, jak wyliczać, więc się nie będę powtarzać.

Śmiech na sali

Na forach internetowych spotykam się z wątpliwościami (taaaa, ze śmiechem), gdy dziewczyny mówią o tym, jaką to dietę ułożył/wyliczył im trener. Że brakuje istotnych składników odżywczych ( w sensie, żelaza, witamin, wapnia itd…). Nie będę się nad tym rozwodzić i nie wchodzę w te internetowe mądrości. Po prostu wiedzcie, że jak chcecie się dobrze o siebie zatroszczyć to najpierw fundamenty, czyli: białko, węglowodany, tłuszcze. A niuanse, to jak już uda Wam się ogarnąć fundamenty. Ja sama też wróciłam do macierzy, czyli do liczenia makro, bo szczegóły mi nie wychodziły. Bilans ma się zgadzać dziennie, tygodniowo, a potem w ciągu miesiąca, i kolejnego, i następnego widzisz rezultaty. Reszta to zbędne komplikacje. Bardzo je lubimy, bo wolimy się skupiać na tym, czy wypić wodę z cytryną i imbirem, a może z samą tylko cytryną… Dobrze wiecie, że mydlenie oczu szczypie, ale co tam…

Co z tego dla Was?

Przede wszystkim zapomnij o odchudzaniu. Wiem, że wszystkie laski w Twoim otoczeniu o tym trąbią, ale proszę Cię, bądź mądrzejsza. Rozregulujesz organizm i tyle. Jeśli tak, jak Pani Ania ważysz w dolnej granicy swojej normy i jeszcze jesteś niezadowolona, to koniecznie przyjrzyj się sobie w lustrze. Zgadzam się, że możesz nie być zadowolona z tego, jak wyglądasz, ale możesz nad tym popracować i zdecydowanie poprawić jakość swojego ciała – tak, żeby być, zdrową, zadowoloną z siebie kobietą. Tylko nie rób tego durnymi, domowymi metodami, nie pytaj szwagra, ale idź do kogoś, kto się na tym zna. Niech Ci powie, co masz robić.

Potem możesz się ubrać… Tak, tak, ubranie ma moc, a także oddaje Twoją osobowość. Co z tego, że wyciśniesz siebie jak cytrynę, gdy potem wrzucisz na grzbiet garsonkę sprzed ślubu:D Dalej będziesz wyglądać źle – i tak też będziesz się czuć. Pod ubraniem też ukryjesz to, co chcesz, żeby było ukryte. Myślisz, że Kożuchowska (którą uwielbiam min. za stajla) jest perfekcyjna? Nic z tych rzeczy – ma stajla, ma fryzjera, wie, jakie kolory jej służą, zna swoją sylwetkę. Ty też możesz. To nie jest wiedza, zarezerwowana dla gwiazd… A zresztą, przecież też chcesz być gwiazdą i błyszczeć w swoich tematach, w swojej branży itd… Zaciśnij zęby i zdobądź tę wiedzę. To nie jest tak, że rodzisz się gwiazdą albo szarą myszką. Wiem, co mówię:D

Do mnie też możesz przyjść. Potraktuj mnie, jak do lekarza pierwszego kontaktu i powiedz mi, co chcesz osiągnąć. Przy okazji dowiesz się, jak ja pracuję, jaką mam wiedzę itd. A potem możesz już sama zdecydować, czy chcesz ze mną pracować, czy nie. W końcu nie wszystko dla każdego. Ja się nie obrażę, jak nie spełnię Twoich oczekiwań. Ty przecież też się na mnie nie obrazisz, gdy uznasz, że robię coś dziwnego i tego nie chcesz, prawda? Serdecznie Cię zapraszam:D

Bądź sobą. Nie bądź jak Ania:D

Opt In Image

Bądź ze mną w kontakcie!

Zapisz się do newslettera, który wysyłam raz w tygodniu

Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych w celach marketingowych i handlowych, w tym otrzymywanie newslettera od "Zasmakuj w życiu"

%d bloggers like this: